Wolna szkoła nigdy nie istniała. „Lex Czarnek” rozwiąże czy pogłębi problemy edukacji? Wzmocnienie roli kuratorów w szkołach

Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
"Lex Czarnek" pogłębi czy rozwiąże problemy polskiej edukacji?
"Lex Czarnek" pogłębi czy rozwiąże problemy polskiej edukacji? 123RF/ zdjęcie seryjne/ nameinframe1
Udostępnij:
Pogrzeb polskiej edukacji. Powrót do PRL-u. Partyjna szkoła. Takie głosy słyszy się z jednej strony. A z drugiej? Wzmocnienie prawa rodziców do wychowywania dzieci z własnym światopoglądem. Odpolitycznienie szkoły. Ochrona dzieci przed demoralizacją. O tzw. Lex Czarnek powiedziano już niemal wszystko. Niemal. Bo przecież polska szkoła nigdy nie była wolna. Zauważyć to można zarówno na samej górze tej drabiny, a więc we wpływie kuratoriów, ale także samorządów na edukację, jak i na dole: we wciąż opresyjnym traktowaniu uczniów. Jeżeli więc mamy mówić o pogrzebie polskiej edukacji, to trzeba by powiedzieć, że wcale nie zaczął się on 13 stycznia 2022 roku, kiedy to Sejm uchwalił zmiany w ustawie o prawie oświatowym, ale znacznie wcześniej.

Wpływ kuratorów i samorządów na szkołę

Tytułem przypomnienia. Do decentralizacji szkół, a więc przechodzenia placówek oświatowych w ręce gmin, powiatów czy województw doszło w latach 90. ubiegłego wieku*. Od tej pory za finansowanie szkół odpowiadają właśnie samorządy. Nad nadzorem pedagogicznym kontrolę sprawują z kolei kuratoria oraz poszczególni dyrektorzy.

Dokument potocznie nazwany Lex Czarnek miałby prowadzić do centralizacji polskiej szkoły. Kurator zyskałby większe kompetencje. Mógłby na przykład odwołać dyrektora w każdym momencie, gdy ten uchyla się od wypełnienia zaleceń. Mówi się o tym, że taka decyzja może doprowadzić do upolitycznienia i uzależnienia szkoły. Ale czy rzeczywiście szkoła kiedykolwiek była wolna?

Kuratorzy czy samorządy – kto powinien decydować o szkole?

W odmętach informacji i rozmów na temat tzw. Lex Czarnek docieram do ciekawych informacji, które nie są żadnymi obliczeniami, analizami czy danymi. Nie są też opiniami. Po prostu zwykłe historie opowiedziane mi przez zwykłych ludzi, związanych z oświatą. I to właśnie one dają najwięcej do myślenia.

Słyszymy, że kuratorzy zyskają większą władzę. Zestawiam to z historią opowiedzianą przez jedną z osób, związanych ze środowiskiem szkolnym. „Zyskają?” – pyta szczerze zdziwiona. I opowiada, jak to w jednej ze szkół, która znajduje się w około 40-tysięcznej miejscowości** dyrektorka już od lat „dobrze żyje” z kuratorem. Wszelkie zarzuty ze strony rodziców są ignorowane. Rzeczywistych kontroli brak. Szkoła zupełnie uzależniona od „góry”. „Lex Czarnek” doprowadzi do tego, że ten problem się nasili? Może więc dobrym rozwiązaniem byłoby pójście w stronę decentralizacji szkół? Może w samorządach łatwiej jest o brak tzw. układów i układzików? Śmiem wątpić.

Przekonuje mnie do tego opowieść jednego z nauczycieli. Mała powiatowa miejscowość, a w niej równie mała powiatowa szkoła. Każdy każdego zna. I tak, pewnego dnia, ni stąd, ni zowąd dyrektor zostaje odwołany ze swojego stanowiska. Powodem jest to, że starosta chce na to miejsce wstawić „szwagra brata znajomego syna”. W szkole tworzą się stronnictwa za i przeciwko danemu dyrektorowi. Całe zamieszanie – bo sprawa toczyła się długo, przez kilka lat wciąż zmieniali się dyrektorzy, nie obyło się też bez interwencji sądu – obserwowali uczniowie.

Wolna szkoła to mit

To tylko wycinek rzeczywistości ze szkoły opartej na znajomościach i układach. Jestem przekonana, że takich i podobnych sytuacji jest o wiele więcej. Gdzieś tam, między walką o władzę, własne racje i wyższą pozycję, jest polski uczeń. On także – tak jak wspomniani przeze mnie wyżej dyrektorzy czy nauczyciele – jest zniewolony.

Systemem, który nie sprzyja rozwojowi kompetencji. Nauczycielem, który nie ma świadomości, jak powinno się współcześnie uczyć młodych ludzi. Przestarzałą szkołą, której nie pomogą już reformy (czy „deformy” – jak lubią mawiać przeciwnicy tego, co obecnie dzieje się w oświacie) edukacji. Właśnie dlatego nie sposób nie zgodzić się z Mikołajem Marcelą, który pisze, że problem z „Lex Czarnek” to mylenie objawu z chorobą, a pomysł ministerstwa „to tylko symptom dużo poważniejszych problemów społecznych i edukacyjnych”.

Wolna szkoła to mit. Już od lat funkcjonuje w niej prawo silniejszego, tłamszenie potencjałów (tak uczniów, jak i nauczycieli czy dyrektorów) i rozliczne układy. Szkole nie potrzeba gruntownych zmian. Szkołę trzeba by wymyślić od nowa.

*A.Levitas, J.Herczyński, Decentralizacja w Polsce w latach 1990-1999 – tworzenie systemu, s.14-16.
**Niektóre dane o szkołach zostały zmienione.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pamiątki po rotmistrzu Pileckim

Wideo

Materiał oryginalny: Wolna szkoła nigdy nie istniała. „Lex Czarnek” rozwiąże czy pogłębi problemy edukacji? Wzmocnienie roli kuratorów w szkołach - Strefa Edukacji

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie