Zabrano im troje dzieci. Bo są biedni

Dariusz Piotr Bartosiak
Dariusz Piotr Bartosiak
Dom, w którym mieszkają Janusz i Barbary P.
Dom, w którym mieszkają Janusz i Barbary P.
Jest to relacja zrozpaczonych rodziców Janusza i Barbary P. z Pruszkowa, którym na podstawie orzeczenia Sądu Rejonowego w Pruszkowie II Wydział Rodzinny i Nieletnich z dnia 30 czerwca 2010 r. odebrał troje dzieci.

Jest to relacja zrozpaczonych rodziców: Janusza i Barbary P. z Pruszkowa, którym na podstawie orzeczenia Sądu Rejonowego w Pruszkowie II Wydział Rodzinny i Nieletnich z dnia 30 czerwca 2010 r. odebrał w dniu 01 lipca 2010 pięcioletniego Dominika, trzyletniego Łukasza i półtora rocznego Jakuba.

Z wyrokiem sądowym się nie dyskutuje, z odpowiedzialnymi organizacjami typu MOPS w Pruszkowie też nie ma co próbować rozmawiać, bo to są tylko urzędnicy i tak jak cała administracja mają swoje osiem godzin do odsiedzenia i „odbicia” kłopotliwego tematu.

Teraz trochę o rodzicach. Barbara, wiek 34 lata, to mama wychowująca troje małych dzieci, cicha i spokojna kobieta z podkrążonymi oczami i drżącym głosem, przytłamszona całą tą sytuacją, bezradna i bardzo tęskniąca za dziećmi.

Janusz, wiek 35 lat, to drobnej budowy mężczyzna, bardzo spokojny, trochę niezaradny. Widać, że załamany. Niestety bezrobotny od trzech lat, zajmuje się zbieraniem złomu i dorywczymi pracami na okolicznych budowach.

Nie jest to rodzina patologiczna, nie nadużywają alkoholu, nie kradną, ale są biedni.

Rodzina mieszka w starej kamienicy w Pruszkowie, na pierwszym piętrze. Mieszkanie jest bardzo małe - kuchnia i pokój z wyposażeniem typu lodówka, kuchenka, meble itd. - bardzo czyste, choć nieodnowione.

A oto relacja przekazana mi przez Barbarę i Janusza o całej sprawie:
W 2009 roku, na skutek donosu życzliwej osoby, MOPS w Pruszkowie wystąpił do sądu o nadzór kuratora nad rodziną P. Nadzór ten otrzymali. Kurator stwierdził, że lodówka nie jest pełna jedzenia, więc dzieci są głodne. Odznaczył dwie wizyty, ale nie u zainteresowanych, tylko jako wywiad środowiskowy u sąsiadów. Po czym urzędnik stwierdził, że sytuacja jest beznadziejna i zaproponował umieszczenie rodziny w ośrodku Markotu - do dziś nikt nie wie dlaczego taki ośrodek skoro rodzina nie miała żadnej styczności ani z alkoholem, ani z narkotykami.

Po odmowie wykwaterowania z mieszkania rodziny P. został im przydzielony kurator społeczny. W międzyczasie otrzymali kilka razy pomoc finansową m.in. MOPS uregulował ich niewielkie zadłużenie za czynsz. Przez cały okres Janusz chodził do urzędu pracy, niestety nic nie wskórał.

O ósmej rano 01.07.2010 zapukał do drzwi kurator społeczny informując, iż za piętnaście minut zabierają im dzieci. Rodzice oniemieli i nie wiedzieli co zrobić. Byli sami i całkiem bezradni. W drzwiach stał już kurator sądowy, na podwórzu była straż miejska i po chwili dzieci zostały zabrane. Trwało to kilka minut, żeby rodzice nie wyszli z szoku. Kurator osiągnął zamierzony cel. Gdy do rodziców dotarło co się stało, ruszyli do kuratora sądowego, ale niestety okazało się, że jest na urlopie wypoczynkowym i nie ma z nim kontaktu. Z wyroku sądowego rodzice się dowiedzieli, że dzieci zostały rozdzielone: Dominik (5 l.) i Łukasz (3 l.) zostali zawiezieni do Gostynina, a półtoraroczny Jakub do rodziny zastępczej z utajnionym adresem.
Codzienne wizyty u kuratora społecznego niestety nic nie dały, a na pytanie rodziców, kiedy będą mogli odwiedzić swoje dzieci usłyszeli, że jest za wcześnie.

W międzyczasie próbowali uzyskać pomoc w ratuszu pruszkowskim. Jeden z radców Pruszkowa zadeklarował pomoc w odzyskaniu dzieci, a 11 lipca od burmistrza Pruszkowa uzyskali obietnicę pomocy w znalezieniu pracy dla Janusza. Niestety, na dzień 16 lipca 2010 roku poza obietnicami nikt im jeszcze nie pomógł.

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co oni czują, jak tęsknią za dziećmi, jak dzieci tęsknią za nimi. Moim celem nie jest doszukiwanie się błędów, ale po prostu chcę zrozumieć! Nie jest to rodzina alkoholików, są to ludzie mniej zaradni, mniej zamożni. Czy ktoś się zastanowił nad tym, że utrzymanie dziecka w domu opieki kosztuje 2,500 zł?! Więc może stała pomoc finansowa, połowę mniejsza niż teraz wydaje Państwo Polskie na utrzymanie trojga małych dzieci poza ich domem rodzinnym, byłaby w zupełności wystarczająca na utrzymanie się tej rodziny i uniknięcie traumy dzieci, które nie są winne tej sytuacji i jej nie rozumieją, a zostały oderwane od matki, ojca…

Jeżeli ktoś czuje wewnętrzną potrzebę i ma możliwość udzielenia wsparcia i pomocy w odzyskaniu dzieci przez rodzinę P. bardzo proszę o kontakt.

Przeczytaj także drugą część materiału

Mobilnych ołtarzy jednak nie będzie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie