Po wybuchu afery z parabankiem Amber Gold, w którym tysiące ludzi straciło oszczędności swego życia - zaczęli powoli budzić się politycy, rządzący i aparat ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości.

Afera z parabankiem Amber Gold ma różne barwy i odcienie. Ma też swoją ciemną stronę – zniszczenie dorobku życia wielu tysięcy osób, które powierzyły ciężko zapracowane "grosze" na szybkie i łatwe pomnożenie. Zawiedli się sromotnie. Teraz wszyscy zadają głośne pytania: jak to się stało, że człowiek z siedmioma wyrokami sądowymi, w tym za wyłudzenia kredytowe z banku na tzw. słupy – prezes Amber Gold mógł swobodnie prowadzić działalność gospodarczą w zakresie objętym wyrokami.

Były minister sprawiedliwości w rządzie Platformy, Zbigniew Ćwiąkalski uważa – jak pisze gazeta.pl, że ferowane z zawieszeniem wyroki przez sądy na Marcina Plichtę, to "prawdopodobnie efekt m.in. wygodnictwa wymiaru sprawiedliwości". Ale przyznaje - to szokujące. "Chciałbym wierzyć, że chodzi o błąd" - mówi były minister sprawiedliwości. To zdanie – trzeba przyznać – ma podtekst domysłu o czymś więcej niż o błędzie orzeczeń sądów.

"Chciałbym wierzyć, że chodzi o błąd"

Według Zbigniewa Ćwiąkalskiego "podstawowym warunkiem dobrowolnego poddania się karze (a tak było np. w przypadku ostatniego wyroku wydanego przez sąd w Kwidzynie - 2 lata w zawieszeniu na 5), są rokowania co do poprawy oskarżonego". "A w tym przypadku rokowania były żadne. To wyrok niezgodny z kodeksem postępowania karnego. Chciałbym wierzyć, że chodzi o błąd" - podkreśla Zbigniew Ćwiąkalski.

Pytany, jak mogło dojść do takiego, nazwijmy dziwnego, werdyktu - wyjaśnia, że należałoby sprawdzić, skąd był i kto był obrońcą oskarżonego. Jeśli to był miejscowy adwokat, to "mógł przekonać sędziego na zasadzie zaufania, że to nie jest zły chłopak". "Młody, ale utalentowany i warto pomóc mu, by wyszedł na prostą".

A jeśli był adwokat z innego miasta? - pyta "Gazeta". "Jakieś znane nazwisko z Warszawy czy Trójmiasta. Bywa, że taki adwokat w mieście powiatowym ma duży szacunek, i co za tym idzie, dar przekonywania" – odpowiada pan Ćwiąkalski.

Dziennikarz docieka: A może chodziło o wygodę prokuratora i sędziego? Jeden i drugi przymykali oko na dobrowolne poddanie się karze przez oskarżonego, bo to szybki wyrok bez żmudnego postępowania sądowego i dobrze wpływa na statystyki sądowe. Ten mechanizm mógł przecież dotyczyć aż czterech wyroków Marcina Plichty.

"To niestety prawdopodobne"

"To niestety prawdopodobne" - potwierdza Zbigniew Ćwiąkalski. "Zresztą, przepis, który umożliwia dobrowolne poddanie się karze, jest bardzo dobry. Pod warunkiem, że stosuje się go zgodnie z kodeksem postępowania karnego" – akcentuje były minister sprawiedliwości.

Tymczasem obecny minister sprawiedliwości, Jarosław Gowin, bez komentarza zwrócił się do sądu w Gdańsku, o wyjaśnienia w sprawie wyroków skazujących za oszustwa, wobec prezesa Amber Gold, Marcina Plichty - podała wczoraj na konferencji prasowej rzeczniczka ministerstwa sprawiedliwości Patrycja Loose.

Rzeczniczka Patrycja Loose poinformowała, że ministerstwo chce od sądu gdańskiego wyjaśnień, "czy nie doszło do nieprawidłowości w postępowaniach dotyczących wykonania wyroków karnych skazujących pana Marcina Plichtę na kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem ich wykonania oraz obowiązków nałożonych na niego w okresie próby, w tym np. naprawienia szkody" – czytamy w serwisie gazeta.pl.

Pierwsze informacje w tych sprawach, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku ma przedstawić ministerstwu na początku przyszłego tygodnia. Po uzyskaniu informacji ministerstwo będzie formułować wnioski w zakresie oceny prawidłowości "sprawowania nadzoru administracyjnego nad sprawnością i terminowością działania sądu oraz ocenę działalności kuratorskiej służby sądowej".

Czy również w innych sądach w Polsce?

Następnie, w zależności od wyników oceny, będą podejmowane ewentualne dalsze kroki - dodała Patrycja Loose. Mogą to być, np. wnioski administracyjne o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych. Jednocześnie rzeczniczka Loose podkreśliła, że resort sprawiedliwości sprawdza, czy w innych sądach w Polsce, trwały bądź toczą się procesy sądowe wobec Marcina Plichty.

Niezależnie od działań resortu sprawiedliwości, w Gdańsku pracuje specjalny zespół śledczych, który węszy wokół zagadnień funkcjonowania firmy Amber Gold. Tymczasem ABW wywęszyła rewelację, że Amber Gold nie kupowała złota? A przecież prezes firmy mówił publicznie o 100 kg złota. ABW – według Radia ZET - prowadzi śledztwo w sprawie Amber Gold. Z krótkiego komunikatu Agencji wynika, że spółka mogła wprowadzać w błąd klientów informacją, że wpłacane przez kontrahentów kwoty na zakup złota i zabezpieczanie w ten sposób lokat – faktycznie wydatkowano na inne przedsięwzięcia o charakterze gospodarczym.

Wkrótce Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zajmie się wyjaśnieniem kwestii sfałszowanej notatki ABW dotyczącej sprawy Amber Gold. Warszawska prokuratura przekaże niebawem zawiadomienie ABW w tej sprawie do Gdańska, bowiem stamtąd szef Amber Gold, rozsyłał jej treść mediom. Aktualnie ABW, na zlecenie prokuratury w Gdańsku, bada doniesienie banku BGŻ, który podejrzewa, że spółka Amber Gold mogła prać brudne pieniądze?

Działalnością Amber Gold zainteresował się też Prokurator Generalny, Andrzej Seremet. Pyta śledczych o ocenę Amber Gold i oczekuje rychłej odpowiedzi.

Spirala obiecanek handlowych

Przypomnijmy, że prezes firmy Amber Gold, Marcin Plichta, zasłynął rozwojem spirali obiecanek reklamowych, wokół swojej wspaniałej biznesowej działalności. Pieniądze ulokowane w jego bankach miały dawać każdemu, kto podejmie decyzję o powierzeniu oszczędności – niebotyczne zyski z lokaty. Wakacje w krajach egzotycznych za pośrednictwem jego biur podróży – gwarantowały wysoki komfort wypoczynku. Podobnie też jego linie lotnicze – to miał być cymes podróży z taniutkim jak barszcz, biletem w garści.

Gdy "zgarnął" od 50 tysięcy ludzi "drobnych" 80 mln zł, nagle w rozpędzonym pociągu biznesowym coś się popsuło, zazgrzytało, zapiszczało, rozleciało, rozsypało – firma zamknęła się dla klientów i pieniędzy swoich nikt nie jest w stanie ujrzeć. Prezes uspokaja i obiecuje terminy wypłaty lokat, jednak bez zysków i z potrąceniem wkładów nawet do wysokości 20 procent, bo biznes jego splajtował, choć ma ponoć na stanie 100 kg złota, kilka wielomilionowych nieruchomości, a żona Katarzyna Plichta zakłada z dniem 1 sierpnia, kolejną firmę biznesową, itp.

Tak więc Katarzyna Plichta – według interri.pl - właścicielka firmy Amber Gold, założyła nową firmę. Jej spółka PST figuruje w sądowym rejestrze przedsiębiorców pod datą 1 sierpnia 2012 r. A mąż Katarzyny, Marcin Plichta - jak podaje TVN24 - prezes Amber Gold, został członkiem rady nadzorczej spółki PST S.A.

Nowa firma Plichtów mieści się w tej samej siedzibie co Amber Gold. PST S.A. obrała szeroki zakres działalności - w Krajowym Rejestrze Sądowym wymieniono aż 159 zakresów i kierunków pracy, w tym produkcja, handel i usługi. Są m.in. kierunki wydawnicze prasy i książek, produkcja gotowych dań i posiłków, konserwacja maszyn, działalność agentów turystycznych, transport lotniczy pasażerski, specjalistyczne i niespecjalistyczne sprzątanie budynków oraz sprzedaż detaliczna dywanów.

Stanisław Cybruch

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!