(© screenshot)

D. Wielowiejska zapomniała jak stygmatyzowano kolejne grupy Polaków. W pamięć społeczną wryły się "wózkowe matki", "kibole" i "moherowe berety". Z nowszych: "Przyjaciele Putina" i "PiSiory". Sugestywne epitety zwracają się przeciw twórcom.

W "Bez Retuszu" dyskutowano o hejcie. Hejt hejtowi nierówny. W polemice politycznej jest czasami konieczny dla wyrażenia "swego". Temperament ulicy, stadionu czy sklepu z promocjami ma swoje reguły. Ale dyskurs publiczny prowadzony przez elity opiniotwórcze ma inne walory niż ten potoczny: od dziennikarzy i polityków wymagamy więcej - są zobligowani do wyjątkowej odpowiedzialności za słowo.

Dominika Wielowiejska i jej koledzy z Gazety Wyborczej, Newsweeka czy Polityki uwielbiają moralizować. Co wyrabiali od 25 lat, czego uczyli? Najbardziej bolały "wózkowe matki" i "moherowe berety. Uderzenie w pokolenie prokreacyjne i doświadczoną wojną światową generację naszych babć i dziadków miało przeciąć najbardziej wrażliwą więź społeczną. O kobietach brzemiennych pisał dla "Wysokich obcasów" prof. Zbigniew Mikołejko: "Dzieci to dla nich zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się". Mohery, czyli babcie i dziadkowie najbardziej oddani i poświęcający się dzieciom i wnukom, najmądrzejsi kontekstem historii, nie dający się zwieść politycznemu marketingowi w nagonce liberalnego dziennika przeistaczali się w symbole zacofania. Zdaniem mediów hamowali modernizację.

Czytaj więcej: Kogo wyklnie Michnik?

Łatwą grupą docelową dla działań lewicy laickiej był i pozostaje Kościół ogłaszany wrogiem rodzaju ludzkiego, czy to z okazji obrony życia (in vitro, aborcja) czy katechezy w szkole czy rzekomych przywilejów. Liczba artykułów antyklerykalnych w prasie liberalnej - które wprost wywoływały nienawiść w odbiorcach, bo takie było ich założenie - jest olbrzymia. Podobnie bezwyznaniowi i bezojczyźniani dziennikarze szydzili i szczuli na młodzież z kręgów patriotycznych, która - w ich opinii - chwiała normami społecznego współżycia.

Agora kierowała pasją tłumów i wskazywała im drugą stronę barykady. Dla podkręcenia masowego hejtu - bo zdolna go była wywołać i sterować nim Gazeta Wyborcza, i w jej wydaniu był to hejt w najczystszej postaci – angażowano umysły uniwersyteckie, które powoływały się na ważne badania uzasadniające depersonalizację całych warstw społecznych i pojedynczych postaci. Jedną z nich był Dariusz Ratajczak dosłownie zaszczuty min. przez prof. Janusza Czapińskiego i prof. Wiesława Łukaszewskiego, powołanych jako eksperci od zagrożenia odchyłem, jakim miał być historyk. Artykuł o Ratajczaku przywołuję: Śmierć rewizjonisty, dla upamiętnienia potworności, na które pozwalali sobie ludzie z Czerskiej w obronie demokracji liberalnej i jej chronionych kast.

Polityka części elit polegała na ogólnym przyzwoleniu na nienawiść do wskazanych grup i osób przy zagwarantowaniu maksymalnej ochrony - przed krytyką - zaznaczonych zbiorów i jednostek. Zdaniem Gazety Wyborczej jakakolwiek recenzja liberalnej lewicy, zwłaszcza zideologizowanych homoseksualistów powinna być penalizowana. Na pewno jest, zdaniem gazety, wynikiem uprzedzenia i niedouczenia.

Szczególnie wyrafinowanie ten dwustandard pogrywa z osobami pochodzenia żydowskiego po stronie prawicy, lub nawet luźno bądź przypadkowo związanych z prawicą, jak poeta, ojciec małżonki prezydenta, Julian Kornhauser. Przyjęte jest, że na odrobinę antysemityzmu może pozwolić sobie Żyd i liberał. I tak okazuje się, że Tomasz Lis - który obsesyjnie wyszukiwał wątków pochodzeniowych na użytek zeszłorocznej kampanii wyborczej, celem zdyskredytowania prezydenta Dudy w oczach narodowo nastawionej części elektoratu - jest Żydem, po tacie i liberałem, też po tacie. Może warto mu to w oczy powiedzieć, żeby go własny hejt zabolał. Tym bardziej że dziś Newsweek publikuje wiele sugerującą fotografię, która wydobywa podobieństwo rysów i morfologii twarzy ojca i córki – Juliana Kornhausera i Agaty Dudy. Zabieg sprofilowania ich wizerunków nawiązuje wprost do antysemickiej satyry nazistowskiej, w której głównym motywem były haczykowate, semickie nosy. Obrzydliwość i manipulacja.

Powiedzmy jasno: ich hejt, hejt elit to najgorsze co Polskiemu życiu publicznemu mogło się przytrafić i mu zaszkodzić. Był sygnałem do przeprowadzenia przez Donalda Tuska i jego liberalną ekipę politycznych represji i dyskryminacji, które dotknęły środowiska narodowe, Radio Maryja i jego słuchaczy, prawicowych publicystów i dziennikarzy.

Czytaj więcej: Edward Snowden w otchłani totalitaryzmu. Którego?

"Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę". Dziś Polska jest konserwatywna. A najbardziej prawicowa jest młodzież, dzięki poniżanym rówieśnikom ze zgromadzeń kibolskich, patriotycznych, kościelnych, dzięki ich babciom i dziadkom, którym chciano – szyderczo - zabierać dowody.

Gazecie Wyborczej wydawało się, że wystarczy zgrabna, błyskotliwa manipulacja, aby zawładnąć duszami Polaków i Polek. Nie wystarczyła.

W programie Marka Czyża padła jeszcze inna, ciekawa diagnoza. Hejt jest częścią najbardziej niemerytorycznej kultury od XVIII wieku. Dodałabym celowej, a więc kontrolowanej i sterowanej kultury, która nas ogłupia. Produktem ubocznym dezinformowania (opinie ekspertów, ukrywanie ważnych informacji oraz ich hierarchizacja), konsumeryzmu (reklama) czy tabloizacji jest hejt adresowany do manipulatorów z mediów. "Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę".

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!