Przy ogłuszającym dopingu prawie 11 tysięcy biało-czerwonych kibiców, reprezentacja Polski wygrała ważny mecz ze Stanami Zjednoczonymi w katowickim Spodku. Dzięki temu zwycięstwu, siatkarze zachwali szanse na awans do turnieju finałowego.

Bez wątpienia mecz naszych siatkarzy w katowickim Spodku, w którym za nieco ponad rok odbędą się spotkania rundy finałowej Mistrzostw Świata, był bardzo ważnym punktem na mapie występów w tegorocznej Lidze Światowej. Dla nas to kolejny mecz z bardzo wymagającym rywalem oraz okazja, by zrobić następny krok do przodu, by polepszyć swoją grę oraz poprawić nastroje, umocnić się psychicznie przed następnymi bataliami. Mam nadzieję, że "Spodek" po raz kolejny odleci - podkreślał w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” kapitan biało-czerwonych, Marcin Możdżonek. Kibicom siatkówki nie trzeba przypominać, że konfrontacja z USA była rewanżem za finał ubiegłorocznej Ligi Światowej, w której lepsi okazali się podopieczni Andrea Anastasiego. A jak bardzo ważne dla fanów naszej reprezentacji było spotkanie w Spodku pokazuje fakt, że prawie wszystkie wejściówki na mecz rozeszły się w internetowej przedsprzedaży.

Pierwszy set zakończył się zwycięstwem biało-czerwonych, choć trzeba uczciwie przyznać, że obie drużyny rywalizowały punkt za punkt. Na przerwy techniczne Polacy najpierw schodzili z prowadzeniem 8:4, ale przy następnej tracili do rywali dwa punkty. Dobrą formę od pierwszych minut meczu prezentował Bartosz Kurek czy Jakub Jarosz. Natomiast wśród przeciwników szczególnie na wyróżnienie zasłużył Carson Clark, którego ataki często przynosiły amerykanom prowadzenie. Walka o każdy punkt zakończyła się przy stanie do 22, kiedy autowym blokiem Polacy zapewnili sobie prowadzenie w pierwszym secie.

Druga odsłona spotkania to również zacięta walka obu zespołów, ale z wyraźnym wskazaniem na podopiecznych Johna Sperawa. Jarosz i spółka rozpoczęli od prowadzenia, ale z czasem częściej popełniali błędy w kluczowych momentach seta, co bezwzględnie wykorzystywał m.in. wcześniej wspominany Clark. Od drugiej przerwy technicznej, gospodarze zaczęli coraz bardziej oddalać się od rywali. Fatalne pomyłki ze strony biało-czerwonych zakończyły się przegraną do 19.

Trzeci set obnażył kolejne błędy Polaków - Amerykanie szybko wypracowali sporą przewagę punktową, którą utrzymali już do samego końca tej części spotkania. Do pierwszej przerwy technicznej, biało-czerwoni zdobyli tylko dwa punkty, natomiast do kolejnej wywalczyli zaledwie kolejne dwa. Podopieczni Andrea Anastasiego wyraźnie zagubieni, skończyli trzeciego seta do 13. – mimo to tysiące kibiców polskich siatkarzy nie tracili wiarę w sukces swoich ulubieńców.

Czwarta cześć meczu to był istny dreszczowiec, i to z najwyższej sportowej półki. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie, dając ugrać rywalom zaledwie kilka punktów – od dobrej stronny pokazali się Winiarski czy czuwający pod siatką Nowakowski. Do drugiej przerwy technicznej solidne wypracowana przewaga zaczęła powoli topnieć, aż do momentu gdy rywale tracili do Polaków tylko dwa punkty. Niekonsekwencja w grze doprowadziła do kilku piłek meczowych dla Amerykanów – podopiecznym Andrea Anastasiego wyraźnie jednak sprzyjało szczęście i cało wychodzili z opresji. Po wielkich emocjach, biało-czerwoni doprowadzili do tie-breaka kończąc seta wynikiem 30:28.

Ostatni rozdział piątkowego spotkania w katowickim Spodku dobrze rozpoczął się dla gospodarzy – udało się wypracować prowadzenie 8:4. Po tym jednak jak o czas dla swojej drużyny poprosił John Speraw, Amerykanie powoli doprowadzili do remisu 9:9. Mimo rosnącej od tego momentu przewagi, Polacy popełniali drobne błędy i goście zza oceanu mieli nawet piłkę meczową przy stanie 13:14 ale i tym razem nad biało-czerwonymi czuwała opatrzność. Podopieczni Andrea Anastasiego wykorzystali dopiero trzecią piłkę meczową i przy stanie 18:16 zapewnili sobie ważne zwycięstwo, w niełatwej drodze do argentyńskiego finału tegorocznej Ligi Światowej.

Mieliśmy słabsze momenty, ale kocham moich zawodników za to że nigdy się nie poddają. To naprawdę przyjemność pracować z takimi ludźmi. To nie był pierwszy raz, gdy przegrywaliśmy w Lidze Światowej 1:2. Nie zawsze wiemy, co jest przyczyną naszych kłopotów, ale cieszę się, że podjęliśmy walkę i doprowadziliśmy do szczęśliwego finiszu - mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener polskiej reprezentacji, Andrea Anastasi. Fajnie spisali się młodzi zawodnicy, rozwinął się Clark. Naprawdę jestem usatysfakcjonowany postawą moich siatkarzy - podkreślał natomiast selekcjoner USA, John Speraw. Okazja do rewanżu nadarzy się wkrótce, a dokładnie w niedzielę w wrocławskiej Hali Ludowej.

Polska - USA 3:2 (25:22, 19:25, 13:25, 30:28, 18:16)
Polska: Nowakowski, Winiarski, Kurek, Jarosz, Żygadło, Możdżonek, Zatorski (libero) oraz Kubiak, Ignaczak, Kosok;
USA: Anderson, Lee, Lotman, Clark, Holt, Caldwell, E. Shoji (libero) oraz Ciarelli, K. Shoji, Smith;
MVP spotkania: Jakub Jarosz.

Tabela grupy A:
1. Brazylia 16 pkt.
2. Bułgaria 14 pkt.
3. USA 12 pkt.
4. Polska 10 pkt.
5. Francja 10 pkt.
6. Argentyna 4 pkt.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!