http://commons http://commons

http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Studying.jpg (© Domena Publiczna)

Tysiące studentów zmaga się teraz sesją egzaminacyjną. Metod na skuteczne zakuwanie jest mnóstwo. Które z nich przynoszą efekty, a które to jedynie mity?

Nieprzespane noce, litry kawy, sterty kserówek... Żaden student nie lubi sesji. Nic więc dziwnego, że często unika myślenia o niej - by przedwcześnie się nie stresować. Ale gdy ta już nadejdzie, stres uderza z podwójną mocą. Nie tracąc zatem już więcej czasu, studenci kombinują jak mogą, by wchłonąc jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie. Tylko które ze znanych sposobów są naprawdę skuteczne?

Drzemka czy efedryna?

Nasza wytrzymałość ma swoje granice. Senność, zmęczenie, brak koncentracji - ciężko wygrać
z potrzebami ludzkiego organizmu. Da się go za to oszukać. Co prawda efekt jest krótkotrwały, ale mimo to skutecznie kusi studentów. Mowa oczywiście o wszelkiego rodzaju dopalaczach. "Najlżejszą" ich wersją są napoje i preparaty o wysokiej zawartości kofeiny, często też z dodatkiem innych wspomagaczy, takich jak guarana, tauryna czy keratyna. Te środki mają na celu przegonić senność i poprawić koncentrację. Są też tacy, którzy w poszukiwaniu energii zaglądają do apteki. Kupują np. Tussipect - syrop na kaszel z zawartością efedryny, czyli środka działającego podobnie jak amfetamina.

Włodzimierz Janiszewski, lekarz-specjalista epidemiolog działający w fundacji pomagającej uzależnionej młodzieży Powrót z U., w wywiadzie dla serwisu studenckiego Students.pl zdradził, że używający tego syropu do wzmocnienia kondycji potrafią wypić nawet 3-4 butelki leku na raz. Podobnie działa lek przeciwzapalny Sudafed. Efekt takiego "kopa" mogą dawać także leki zawierające opioidy, np. Ascodan.

Nowa metoda walki ze stresem przed egzaminem


Jako że kłamstwo ma krótkie nogi, nasze ciało odwdzięczy się nam za karmienie go taką fałszywą energią. Ostre bóle głowy, palpitacje serca, omdlenia - to tylko niektóre skutki
zażywania dopalaczy. Należy pamiętać, że mogą one uzależniać w takim samym stopniu jak narkotyki. W efekcie więc nasz organizm zaczyna potrzebować tej sztucznej energii, bo bez niej następuje tzw. "zejście" i czujemy się znacznie słabiej. Włodzimierz Janiszewski wspomina przypadek jednego ze swoich pacjentów, który, chcąc dodać sobie energii, podbierał babci leki na astmę i stosował je dożylnie - ze skutkiem śmiertelnym. Lekarz ostrzega, że długotrwałe stosowanie takich leków może też doprowadzić do depresji, a nawet samobójstwa. Zdecydowanie więc lepiej nie ryzykować i nie eksperymentować ze wspomagaczami - wybierzmy drzemkę lub filiżankę kawy.


Porządek czy kreatywność?

Zapewne wiele razy słyszeliśmy, że porządek i spokój sprzyjają nauce, a uczący powinien odnaleźć swój własny, uporządkowany kącik, w którym będzie mógł sprawnie przyswajac wiedzę. W praktyce jednak okazuje się, że usiedzenie w jednym miejscu nad jedną książką to nie lada wyzwanie. Nasze myśli po jakims czasie zaczyną wędrować w innym kierunku, a my mamy ochotę za nimi podążyć (dosłownie).

I nie dzieje się tak bez powodu. Bo jeśli chodzi o naukę, monotonia jest naszym wrogiem numer jeden. Eksperyment z 1978 roku przeprowadzony na grupie studentów college'u dowiódł, że lepiej uczą się ci, którzy mają do dyspozycji większą przestrzeń, a więc także możliwość przemieszczania się. Nieprawdą jest też, że każdy z nas powinien obrać jedną, najodpowiedniejszą dla siebie metodę nauki. Wzrokowiec czy słuchowiec - każdy z nas pownien korzystać z różnych sposobów zapamiętywania informacji na zmianę, tak, by angażować podczas zapamiętywania różne zmysły.

Zamiast w kółko czytać tę samą informację, możemy powtarzać ją na głos, pisać, wymyślać i rysować rozmaite systemy znaków, czy nawet... gestykulować. Im bardziej kreatywni będziemy, tym lepiej. Dobroczynne działanie różnorodności na nasze umiejętności zapamiętywania dowiedli m.in. Doug Rohrer i Kelli Taylor z Uniwersytetu Południowej Florydy. Ich obiektem badań byli studenci rozwiązujący zadania z matematyki - im bardziej problemy były zróżnicowane, tym łatwiej było się z nimi uporać.

Pesymizm czy siła autosugestii?

Nasze nastawienie faktycznie jest niezwykle istotnym czynnikiem pomagającym w osiągnięciu sukcesu. Im dokładniej widzimy w głowie nasz triumf, tym staje się on nam bliższy i bardziej realny. Autosugestią posługują się m.in. sportowcy, wyobrażając sobie osiągane w zawodach wyniki. Odtwarzając sobie scenę wygranej, podnoszą poczucie pewności siebie i własnej wartości, przez co skutecznie mogą pozbyć się hamujących ich przekonań na własny temat.

To samo może podziałać również w przypadku wytwarzania sobie w wyobraźni obrazu np. stresującej rozmowy z egzaminatorem. Na wielu studentów stres działa jak plaster na usta - nie jesteśmy w stanie wymówić słowa lub po prostu mamy w głowie "czarną dziurę" i nie pamiętamy niczego, pomimo tego, że byliśmy przecież przygotowani. Wielokrotne i dokładne odtwarzanie w głowie "filmu", w którym na egzamin przychodzimy pewnie siebie i uśmiechnięci, pomaga w budowaniu odporności na stres. Wtedy też i perspektywa sukcesu przestaje być tak odległa.


Możemy też sprawić, że nauka stanie się nieco przyjemniejsza. Skuteczne metody oferują nam w tym przypadku NLP - czyli techniki neuroprogramowania lingwistycznego. Jedną
z nich przedstawia w swojej książce "Haker umysłów" znany trener NLP, Andrzej Batko. Proponuje nam następujący eksperyment:

A. Znajdź zajęcie, które uważasz za ABSOLUTNIE niepociągające (dla jednych to szydełkowanie, dla innych np. skok na bungee).

B. Wyobraź sobie, że masz coś w rodzaju skali od 1 do 10, mierzącej twój opór wobec jakiegoś zajęcia (10 - największy opór, 1 - najmniejszy). Następnie pomyśl, że dostajesz propozycję wykonania zajęcia z punktu A - gdzie na skali lokuje się poziom Twojego oporu?

Teraz stwórz w głowie żywy film, w którym wykonujesz to samo zajęcie, ale po Twoich gestach i mimice twarzy wyraźnie widać, że Cię to bawi, jest dla Ciebie przyjemne. Obejrzyj w głowie ten film bardzo uważnie. Teraz ponownie wyobraź sobie siebie wykonującego którąś z czynności z punktu A. Czy twój opór osłabł?

To samo ćwiczenie można wykonać wyobrażając sobie naukę jakiegos przedmiotu, który wydaje nam się niezbyt pociągający. Oczywiście efekty zależą także od naszej osobowości i od intensywności wykonywanych przez nas "ćwiczeń". Rezultaty mogą być bardzo zadowalające - materiał do nauki nagle może przestać się wydawać tak nudny i odpychający, może nawet zacząć nas powoli interesować!

Dobre przygotowanie czy szczęście?

Wiadomo, że najlepiej jedno i drugie. Zdarza się największym szczęściarzom zdać egzamin, na który zbytnio nie byli przygotowani (bo np. wybrali przypadkiem właściwe odpowiedzi lub zgrabnie je od kogoś ściągnęli). Zdarza się też jednak, że dopada nas pech i pomimo wielu godzin nauki, dostajemy pytania z materiału, z którego jesteśmy najsłabsi, bo np. po prostu najmniej nas interesował lub mimo ciągłego powtarzania nie chciał "wejść" do głowy. Najpewniej i najbezpieczniej będzie liczyć na siebie i na własna wiedzę. Im lepiej się przygotujemy, tym większa szansa na sukces - i większa satysfakcja z jego osiągnięcia. Nie zaszkodzi nam na pewno życzyć wszystkim powodzenia. Połamania pióra!



Portfel

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!