(© screenshot)

Redaktor naczelny tygodnika "Wprost" nie wydał wrażliwych danych ze swojego laptopa i nośnika USB. Doszło do starcia między dziennikarzami a funkcjonariuszami policji i ABW.

Około kilkunastu policjantów asystowało prokuratorom dziś od godziny 13 w siedzibie tygodnika "Wprost". Napięcie sięgało zenitu. Kamery i aparaty fotograficzne były w ciągłym ruchu. Dziennikarze sforsowali drzwi. Udało im się ocalić część komputerów. – Jeżeli otrzymamy nakaz sądowy udostępnimy je - powtarzał Sylwester Latkowski.

- Uchylenie dziennikarskiej tajemnicy i ochrony źródeł wymaga decyzji sądowej – bronił elektronicznych nośników red. naczelny tygodnika "Wprost". Negocjacje trwały cztery godziny.

Prokuratorzy przy pomocy funkcjonariuszy próbowali wyrwać z rąk Latkowskiego laptopa, ten się opierał. Do pomieszczenia, gdzie przebywał, wyłamawszy drzwi wpadło około 40 dziennikarzy relacjonujących wydarzenia z siedziby gazety.

Czytaj więcej: Bronię ten rząd jako mniejsze zło

ABW zwróciło się do zastępcy naczelnego, żeby wszyscy opuścili redakcję. Żurnaliści zaczęli skandować: daswidanja. – Jutro Boże Ciało, idźcie panowie się przygotować – docinali policjantom.

Latkowski wybronił pendrive i osobistego Macbooka. ABW zdegustowana opuściła gmach redakcji. Dziennikarze obawiają się jednak, że nie na długo.

Latkowski poprosił zespół redakcyjny o udanie się do sali konferencyjnej. – Muszę ich zapoznać z ekspertyzami prawnymi - zapowiedział.

- Całe szczęście, że ABW i prokurator odpuścili [około godziny 23], ale ich autorytet upadł. Ta władza może zrobić wszystko co się jej podoba - komentowali zebrani.

Czytaj więcej: Minister Sienkiewicz: "Ten kraj jest fikcją". Taśmy prawdy

Swój sprzeciw dla akcji śledczych wyrazili również politycy. Na miejscu był m.in. Przemysław Wipler, Artur Dębski i Piotr Guział. – Nam nie chodzi o politykę, tylko o wolność słowa – wyraźnie nawiązywał do ich obecności naczelny.

- Przeszukanie w redakcji "Wprost" zostało zarządzone w celu uzyskania dowodów dotyczących nielegalnego podsłuchiwania polityków, a nie naruszania tajemnicy dziennikarskiej – twierdziła rzeczniczka prokuratury Renata Mazur. - Nasze decyzje o wezwaniu do wydania nagrań i późniejsza decyzja o przeszukaniu w redakcji mają na celu tylko i wyłącznie uzyskanie dowodów w sprawie. Nie mamy zamiaru uzyskiwania danych informatorów, ani naruszania jakiejkolwiek dziennikarskiej tajemnicy - zapewniła Mazur.

Zaznaczyła, że przepisy dokładnie mówią, jak postępować podczas przesłuchania z materiałami, które mogą stanowić tajemnicę dziennikarską i te przepisy stosują funkcjonariusze ABW.

Czytaj więcej: Stenogram z restauracji "Sowa" dyskwalifikuje Platformę

Prokuratura postawiła dwa zarzuty pracownikowi restauracji "Sowa i przyjaciele", Łukaszowi N. w sprawie nielegalnych nagrań polityków i szefa NBP.

"Solidaryzujemy się z redakcją tygodnika i jej naczelnym Sylwestrem Latkowskim w decyzji odmowy ujawnienia źródeł. Uważamy, że doszło do niebezpiecznego precedensu. Po raz pierwszy od 1989 r. tak otwarcie władza użyła tajnych służb przeciwko mediom. Nie możemy pozostać obojętni wobec tego brutalnego aktu naruszenia niezależności dziennikarskiej" - protestowali dziennikarze w liście otwartym napisanym w trakcie akcji ABW .

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!