Buńczuczna antyrosyjska retoryka milknie. Pojawienie się Putina w Szanghaju wystraszyło Brukselę jak i Waszyngton. Europa boi się utraty tanich surowców a USA degradacji dolara. Wypowiedzi polskich polityków są następstwem tej zmiany.

Najbardziej Amerykanów zszokowały wspólne manewry wojskowe Chińczyków i Rosjan. Prawdziwe trzęsienie ziemi może jednak wywołać "unia monetarna". Chiny już dywersyfikują zasoby walutowe. Przejście w rozliczeniach na juana albo rubla byłoby prawdziwą katastrofą dla Fed żyjącej z dodruku pieniądza, którego świat jest zakładnikiem. Putin i jego chińscy rozmówcy robią przymiarki do porzucenia zielonych banknotów i na poważnie włączają taką zmianę w koncepcję współpracy rosyjsko-azjatyckiej.

Nie wszystko szło po myśli Putina. Uzgodnienie ceny nie sprawiało trudności. Nie mogła być wyższa aniżeli podyktowana Europie. Inaczej zachwiano by zasadą konkurencyjności rynków. Obniżenie kosztów produkcji dzięki tańszym surowcom byłoby zdradzieckim ciosem zadanym Europie, której Rosja dostarcza 160 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. Dla Chin ta dostawa będzie wynosiła 60 mld.

Przedmiotem sporu była przedpłata na budowę infrastruktury, czyli gazociągu prowadzącego do Chin. Jest on wart 22 mld dolarów. Dostawom gazu na kierunku wschodnim towarzyszą olbrzymie inwestycje w budowę rurociągów i pompowni, a także w zagospodarowanie złóż. Inwestycyjny udział Chin w zagospodarowaniu złóż i układaniu rurociągów ułatwia Moskwie ominięcie drastycznych kosztów kredytowych. Gazprom wstępnie uzgodnił z Chinami przedpłatę (awans) za gaz w wysokości 25 mld dolarów. Przedsiębiorstwo pozostanie więc w miarę niezależne od bankowych pożyczek.

Gdyby Rosjanie nie spuścili z tonu w sprawie rozłożenia kosztów tych inwestycji Zachód mógłby wciąż straszyć Putina.

Oba wielkie kraje czują się osaczone przez zachodnią demokrację, czyli przemożne wpływy zachodnich korporacji, które podporządkowały sobie media, polityków i zachodnie społeczeństwa. Ocalić je może bliska współpraca i w jej kierunku posunęli się znacząco obaj przywódcy, co można było zauważyć na pierwszym, po wizycie w Putina w Chinach, posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa. Pekin solidarnie wetował z Rosją inicjatywy Waszyngtonu.

Gdy w obecności przywódców Rosji i Chin, Władimira Putina i Xi Jinpinga, Gazprom i Chińska Narodowa Korporacja Naftogazowa CNPC podpisały wart co najmniej 400 mld. dolarów 30-letni kontrakt na dostawę rosyjskiego gazu do Chin Europa i USA przestały mówić o konfrontacji. Do antysankcyjnego chóru dołączyli min. Brzeziński, Chodorkowski oraz nasz Tusk, który natychmiast odzyskał rozsądek po zmianie frontu w centrali. - Nie jesteśmy na wojnie z Rosją. Mądra polityka to zapobieganie konfliktom – mówił.

W marcu Waszyngton wyraził gotowość do zwiększenia dostaw gazu łupkowego do UE, aby przeciwstawić się dominującej pozycji rosyjskiego dostawcy, który zaspokaja jedną czwartą europejskiego zapotrzebowania. Ten gaz kosztowałby Europę prawie dwa razy drożej i marzenie o rywalizacji z Azją prysłoby jak bańka mydlana.

Premier Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew w obszernym wywiadzie dla telewizji Bloomberg zapewnił, że dostawy dla Azji nie będą bynajmniej zapewniane kosztem Europy.

- Czy Komorowski i Tusk nie mogli pojechać do Moskwy podpisać umowy na dostawy gazu do Polski, z rosyjską dopłatą? No, to byłoby nieeuropejskie, przecież lepiej kupować ruski gaz, przez bałtycką rurę, od niemieckiego pośrednika... Sława Ukrainie! – komentowali podpisanie porozumienia z Chinami internauci.

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!