(© Wikipedia, Auteur: Ryszard Hołubowicz)

Ta walka trwa kilka lat. Ostatnio weszła w stan zenitalny. Gorąc bucha z niej aż wszystkim robi się źle. Dwaj panowie chcą mieć rolę przywódczą. Nie mogą. Dla dwóch przywódców nie ma miejsca.

Jak w każdej gromadzie – silniejszy musi zagryźć słabszego. Inaczej - słabszy zrobi to z przywódcą. Dwóch naraz nie może rządzić. Tak więc ktoś z nich musi odejść, lub ustąpić miejsca, czyli zejść z drogi pierwszemu. Czy zechce zrozumieć to twardziel minister sprawiedliwości? Jego ambicje sięgają wysoko i niechętnie z nich rezygnuje.

Ostro i głośno w sprawie, zrobiło się na sali plenarnej w Sejmie, 25 stycznia, kiedy rozgrywano temat związków partnerskich. Wtedy projekt ustawy Platformy, znaczną częścią posłów tej partii, odrzucono. Stało się to – jak oceniano – w wyniku wystąpienia z mównicy sejmowej konserwatysty, ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. To on zbuntował swoich. Opór konserwatystów był wówczas tak silny, że nawet prośby premiera, nie wszyscy w PO traktowali serio. Nie dopuszczono do ponownego procedowania tematu, nie było wystarczającej liczby posłów PO, którzy poparliby ten wniosek.

Twardych konserwatystów, na czele z ministrem Gowinem, liberalny premier Donald Tusk, postanowił skutecznie złamać. I łamie do dziś. Był już taki dzień, w którym konserwatysta Gowin – pod presją premiera - przyznał publicznie, że zrobił błąd i przez pomyłkę powiedział w Sejmie to, czego nie powinien mówić. A zza kulis słychać było głosy, że wytknął premierowi w oczy, iż on ponosi odpowiedzialność za wszystkie grzechy Platformy, zwłaszcza dotyczące rozbicia jedności partii. Tymczasem premier miał powiedzieć swoim: albo porozumienie, albo "konserwatyści wylecą" z PO.

Porozumienie należało rozumieć, jako hasło o związkach partnerskich. Szef rządu zapowiedział, że doprowadzi do przygotowania w PO nowego projektu ustawy w tej kwestii i wprowadzenia go do Sejmu. Odbywające się spotkania wewnętrzne z posłami ciągle nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Wręcz przeciwnie – z dnia na dzień sytuacja w Platformie wyraźnie się zaostrza. Uaktywniają się też dwa skrzydła: Gowina i Schetyny. Związki partnerskie zeszły na dalszy plan. Na wzburzonym morzu gry skrzydeł, rozbujana politycznie Platforma, zaczyna przybierać niebezpieczne przechyły.

Kapitan statku o nazwie PO twardo trzyma stery. Dziś zarząd Platformy – nie po raz pierwszy - rozmawiał o przyszłości partii. Nikt nie chce pisnąć ani słowa o przebiegu spotkania. Jarosław Gowin, odjeżdżając spod budynku partii, zdołał powiedzieć pytającym dziennikarzom: czy wyglądam na zmartwionego? Gazety nieustannie spekulują, że znów będzie dla Donalda Tuska, jak nie dziś to za kilka dni, okazja do rozprawienia się z Jarosławem Gowinem i utarcia nosa Grzegorzowi Schetynie.

Rzecznik rządu, Paweł Graś poinformował na Twitterze, że w najbliższy poniedziałek premier Tusk spotka się z ministrem sprawiedliwości w cztery oczy. Według niepotwierdzonych informacji ma mu zakomunikować, że albo minister sam poda się do dymisji, albo "zostanie wyrzucony z rządu".

Zdaniem polityka z bliskiego otoczenia premiera, zeszłotygodniowe spotkanie klubu parlamentarnego PO w Kancelarii Premiera miało służyć wysondowaniu, na ile szabel w partii, Gowin może liczyć. "Okazało się, że ta liczba nie jest imponująca. Z Gowinem wyszliby z partii najwyżej John Godson i Jacek Żalek" - mówi anonimowy polityk. Jego zdaniem, ich odejście nie byłoby żadnym problemem, gdyż kilku członków Ruchu Palikota zgłosiło akces "przejścia do Platformy".

Głównym problemem Tuska - według innego polityka - jest Grzegorz Schetyna, którego premier uważa za "lidera wewnątrzpartyjnej opozycji". Grzegorz Schetyna, pytany przez redaktorów, czy zamierza kandydować na szefa PO, odpowiada, że ma do namysłu jeszcze kilka dni. Premierowi nie spodobała się jego sugestia, zgłoszona w jednym z wywiadów, żeby rozdzielić funkcje "premiera i szefa partii". Ten sygnał potraktowano w PO, że nie wyklucza kandydowania na przewodniczącego partii.

Rzecznik Paweł Graś, aby uprzedzić ewentualne przecieki z dzisiejszej narady członków Zarządu Platformy, postanowił sam zrobić "wyciek" do mediów. Najpierw podał na Twitterze, iż w poniedziałek rozstrzygną się losy Jarosława Gowina, potem napisał, że Donald Tusk złożył deklarację, iż "wystartuje na szefa PO - niezależnie od decyzji, czy nowego przewodniczącego wybierze zjazd krajowy, czy też będą wybory bezpośrednie, w których zagłosują wszyscy członkowie partii" – podaje wyborca.pl.

Niedawno szef Platformy mówił, że już nie będzie kandydował na kolejna kadencję, na przewodniczącego partii i zapowiedział, że zaproponuje, aby wybory takie odbywały się w głosowaniu powszechnym. Miałby to być zabieg przeciwko Grzegorzowi Schetynie, który nie ma szerokiego poparcia w tzw. dołach partyjnych.

Grillowanie Gowin potrwa jeszcze kilka dni, a premier będzie miał czas na kolejne liczenie głosów ministra sprawiedliwości w PO, jako nieformalnego lidera konserwatystów Platformy. Tym samym Donald Tusk znowu będzie - podobnie jak przy niedawnej zapowiedzi zmian w rządzie - budował napięcie. Media, przez najbliższe dni będą miały co wałkować, bo sprawa ministra Gowina, to świetne ciasto polityczne i historia ciekawa, z której można ulepić całkiem innego ministra od sprawiedliwości i prawa. Słychać już spekulacje, że na miejsce min. Gowina mógłby być ponownie Krzysztof Kwiatkowski, ale on zapewnia, że nie ma żadnej propozycji na ten temat.

Koniec grillowania Gowina ma nastąpić w poniedziałek. Wtedy – po spotkaniu w cztery oczy – premiera z ministrem, będzie jasne czy dogadali się obaj panowie-rywale, czy też premier jak miał zapowiadać - ministra wywali. Nie z partii – z kierowania resortem sprawiedliwości. Minister Gowin niezmiennie powtarza: czuję się dobrze, nie mam zamiaru nigdzie iść, zostaję w Platformie. To jest moja partia, jestem jej członkiem, nie zamierzam szukać innej. A – mimo wszystko – na Twitterze napisał: "Nie lubię poniedziałków." Rzecznik PiS powiada: przed poniedziałkiem powinien napisać coś o niedzieli. Na przykład: "To ostatnia niedziela."

Tak źle nie będzie – jestem pewien. To mówi niżej podpisany. Jarosław Gowin nie będzie zgrillowany. Może jedynie trochę przeczołgany.

Po dwóch poniedziałkowych rozmowach (4 marca) w cztery oczy: Premier Tusk – minister sprawiedliwości Gowin, obaj panowie doszli do porozumienia. Jarosław Gowin pozostanie w rządzie - powiedział premier Donald Tusk, na krótkiej konferencji prasowej, zorganizowanej na lotnisku, kilkanaście minut przed wylotem do Hannoweru.

Jak przyznał szef rządu - "przekonała mnie deklaracja ministra Gowina, że od tej pory nie będzie miał problemów z rozróżnieniem własnych poglądów, a lojalnością wobec rządu". "Także w polityce możliwe są ludzkie odruchy" - dodał premier, nie adresując konkretnie tych słów.

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, zapytany przez dziennikarzy, jak wyobraża sobie dalszą współpracę z premierem, odpowiedział: "Spór między mną a panem premierem jest zamknięty. Co do związków partnerskich obie strony zostają przy swoich stanowiskach z gotowością zbliżenia tych stanowisk". Minister Gowin dodał, że nie czuje teraz, ani wcześniej nie czuł, aby jego pozycja była osłabiona. "Będę działał na rzecz obrony praw rodziny i deregulacji gospodarki" – zapowiedział minister.

Stanisław Cybruch

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!