Od ponad czterech lat trwa w Polsce nieustanna walka o poprawę sytuacji w służbie zdrowia. Jednocześnie z roku na rok ulega pogorszeniu sytuacja pacjentów w szpitalach i przychodniach. Niebezpieczna stała się też praca lekarzy. Wszystko to za sprawą NFZ.

Ciągnąca się od ponad czterech lat saga Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) z podtekstem dramatycznym zbliża się do końca. Jej główny bohater i władca dusz chorych pacjentów za kilka dni ma zlecieć z wysokiego konia. Upadek powinien być bolesny, wszak władca dusz chorych pacjentów i instytucji państwa, jaką jest NFZ, nie opuszcza dobrowolnie "złotego" siodła, lecz ma być z niego zepchnięty.

Mówiąc konkretnie, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, Jacek Paszkiewicz, znalazł się na wylocie. Jego losy niemal w pełni są znane, a dni policzone. Praca w instytucji państwowej, którą zarządza i w której rozporządza ogromnymi pieniędzmi pacjentów, za kilka dni kończy się, a pan doktor ma perspektywę powrotu do zawodu lekarza.

Jak podają media, wniosek ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza w sprawie odwołania prezesa, pozytywnie zaopiniowała Rada NFZ. Premier Donald Tusk wypowiedział się tej sprawie tak, że jeśli otrzyma pozytywnie zaopiniowany przez radę wniosek ministra Arłukowicza, to raczej przychyli się do niego.

W rozmowie z dziennikarzami premier przyznał, że jest prawdopodobne, iż "wniosek ministra Arłukowicza będę respektować. Dobra współpraca między nim a szefem NFZ jest niezbędna, by móc sprawnie działać" – cytuje "Polska Times".

Krytycznie wypowiadają się o sposobach sprawowania funkcji prezesa NFZ przez Jacka Paszkiewicza przedstawiciele Naczelnej Rady Lekarskiej. "Kierunek nadawany przez NFZ, pod silną ręką prezesa Paszkiewicza, zaprowadził nas w bardzo groźne miejsce. Odwołanie prezesa jest pierwszym krokiem do zmiany w służbie zdrowia. Narodowy Fundusz bowiem powinien być płatnikiem, a nie organizatorem ochrony zdrowia oraz nie tym, który dyktuje, jak lekarz ma leczyć" - powiedział "Polsce The Times" wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, Konstanty Radziwiłł.

Ostatnio, po raz kolejny w tym roku, atmosfera wokół NFZ zgęstniała, a pośrednio również wokół Ministerstwa Zdrowia, gdy przed kilkoma dniami główne organizacje lekarskie powołały sztab kryzysowy, który wezwał "medyków i świadczeniodawców do niepodpisywania ich zdaniem niekorzystnych umów z NFZ na wystawianie recept refundowanych".

Po tym wydarzeniu minister zdrowia zaczął działać stanowczo i ostro wobec prezesa NFZ. Postanowił rozmawiać z premierem w sprawie odwołania Jacka Paszkiewicza z funkcji prezesa NFZ. Według ministra Arłukowicza jedynie to może dać początek zmianom w pracy Funduszu Zdrowia, które doprowadzą do poprawy systemu finansowania szpitali, przychodni a przede wszystkim pacjentów. Minister Arłukowicz powiedział: "Musimy zbudować system kompleksowej pomocy pacjentowi. System, który będzie promował efekt leczenia, a nie tylko sam fakt leczenia".

Konstanty Radziwiłł - jeden z członków lekarskiego sztabu kryzysowego, który wezwał do niepodpisywania nowych list refundacyjnych leków - pytany przez "Polskę The Times", czy zmiana prezesa NFZ jest najlepszym lekiem na złą sytuację w resorcie zdrowia, odpowiedział twierdząco. Dodał jednocześnie, że od zeszłego roku ma miejsce "pasmo zaburzeń trawiących służbę zdrowia", które zostały wywołane pakietem "ustaw zdrowotnych".

Zdaniem Konstantego Radziwiłła, kierowany przez prezesa Paszkiewicza NFZ "zmierzał w kierunku nie do zaakceptowania". "W dodatku od kilku lat NFZ traktuje świadczeniodawców i lekarzy jak potencjalnych przestępców. Jego kontrole wychodzące poprzez dyrektywy z centrali NFZ, miały charakter represyjny i nie służyły poprawie jakości wykonywania usług zdrowotnych, ale szukały dziury w całym".

W opinii doktora Radziwiłła, efektem pracy obecnego prezesa NFZ stało się m.in. rygorystyczne "nakładanie kar na świadczeniodawców oraz lekarzy" w zakresie refundacji leków. Bezduszne decyzje NFZ dość często były w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, a także z "nakazami wiedzy medycznej" – argumentował doktor Radziwiłł.

Jeden z ostatnich argumentów protestujących lekarzy jest ten, że prezes NFZ Jacek Paszkiewicz, "samowolnie wprowadził do umów" podpisywanych z lekarzami - "zapisy o karaniu lekarzy, mimo że zostały one usunięte z ustawy refundacyjnej".

Prezes Paszkiewicz krytykował zaś rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia, które nie wzięły pod uwagę jego sugestii do projektu rozporządzenia w sprawie recept. Natomiast jedno z zarządzeń prezesa Paszkiewicza "wywołało aferę z chemioterapią niestandardową". Ale tym razem, winę za aferę z chemioterapią Jacek Paszkiewicz wziął na siebie.

Jeszcze w tym tygodniu spodziewana jest decyzja premiera Tuska o odwołaniu prezesa NFZ, Jacka Paszkiewicza. Według media.wp.pl - przez 4,5 roku pełnienia funkcji, prezes NFZ zarobił ponad milion złotych. Teraz – po odwołaniu ze stanowiska - może otrzymać 66 tysięcy złotych odprawy. Tak to wynika z przepisów.

Ale jak pisze m.in. "Fakt" i powtarza za nim wp.pl – jest prawna szansa na to, żeby nie dostał przysługującej mu odprawy. Obie gazety zwracają się z apelem do premiera Tuska i ministra Arłukowicza - "skorzystajcie z tej możliwości!" Obie też podkreślają, że "pensja prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia wynosi sześciokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw". Jacek Paszkiewicz zarabia miesięcznie 22 tysiące złotych!

W prostym rozumieniu oznacza to, że odprawa 66 tys. zł dla człowieka po zwolnieniu z pracy za złe jej wykonywanie, graniczy ze skandalem. Tym bardziej, że człowiek ten kojarzy się Polakom, zwłaszcza chorym, z najgorszymi uczuciami. Od lat bowiem chorzy borykają się "z nieustannymi kolejkami do lekarzy, brakiem dostępu do świadczeń, drożejącymi lekami w aptekach oraz ogólnym bałaganem w służbie zdrowia". I za to "dostałby z okazji wyrzucenia z pracy aż 66 tysięcy złotych brutto!" – piszą obie gazety w apelu do premiera i ministra zdrowia.

Według Centrum Informacyjnego Rządu, które poinformowało gazetę "Fakt", jak podaje wp.pl – wprawdzie świadczenie w związku z odwołaniem ze stanowiska, ma charakter fakultatywny, jednak "odprawa może być przyznana, ale nie musi".

Stanisław Cybruch

Znajdź nas na Google+

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!