Najśmieszniejsza historia związana z lekarzem kojarzy mi się z mającą miejsce dobrych kilka lat temu, moją wizytą w przychodni.

Już w szkole poczułem się nieco gorzej. Autentycznie bolał mnie brzuch, więc poszedłem do pielęgniarki. Dostałem jakąś tabletkę przeciwbólową; jak się później okazało - tabletka niewiele pomogła. Nie mogłem liczyć na zwolnienie z lekcji, ponieważ wiązałoby się to z wezwaniem jednego z moich rodziców, którzy w tym czasie pracowali. Nie chciałem zawracać głowy rodzicom, pomyślałem, że przeczekam na lekcjach, może mi przejdzie.

Po powrocie do domu wciąż odczuwałem ból. Mama wróciła z pracy i powiedziała, żebym poszedł do pobliskiej przychodni. W końcu zdecydowałem się na wizytę u lekarza. Ból się nasilał, ale mogłem sam iść do przychodni. Gdybym poszedł z mamą - śmieszna historia, o której piszę poniżej, pewnie by się w ogóle nie wydarzyła.

Wszedłem do przychodni. Ból był coraz większy, więc bez zastanowienia skierowałem się do recepcji. W letnie popołudnie kolejek nie było żadnych, chyba byłem nawet jedynym pacjentem w przychodni na tym piętrze. W tym czasie nie istniał jeszcze w mojej przychodni elektroniczny system kart pacjentów, więc po szybkim podaniu swojego nazwiska otrzymałem dużą kopertę z moimi danymi i historią choroby. Pani w recepcji chyba zauważyła, że ból jest dość silny, więc jak najszybciej wydała mi to co potrzebne było lekarzowi. Usiadłem przed gabinetem, kopertę położyłem obok i trzymałem się za brzuch. Po niecałej minucie oczekiwania nagle z gabinetu wyszedł uśmiechnięty pan doktor i poprosił mnie do środka.

Zacząłem opowiadać, że od rana mam bóle brzucha. Opowiadając dokładniej moje dolegliwości, trzymałem się za brzuch, więc raczej nie skupiałem wzroku na tym co w danej chwili robi lekarz. Gdy skończyłem swoje jakże wyczerpujące opowieści, spojrzałem na pana, który miał mi ulżyć w cierpieniach. Tymczasem on wzrok miał utkwiony w moją kartę pacjenta, którą przyniosłem ze sobą. Po dłuższej chwili zapytałem czy coś jest nie tak.

- W zasadzie powinien się pan położyć, powinienem pana zbadać, zdiagnozować problem. Ale w tym przypadku widzę, że mam do czynienia z ewenementem. Takiego przypadku jeszcze nie spotkałem w całej swojej karierze lekarskiej.
- Bardzo boli? - spytał z lekkim uśmieszkiem na twarzy. W ogóle nie rozumiałem tego dziwnego uśmiechu.
- Jakoś daję radę - odpowiedziałem, zastanawiając się co on właściwie ma na myśli i niepokojąc się przy tym. Lekarz podniósł słuchawkę swojego telefonu i zadzwonił po jakąś panią. Po chwili zjawiła się recepcjonistka.
- Pani Halino, ja rozumiem, że nie ma dziś wielu pacjentów, tym bardziej powinna pani uważać - powiedział do recepcjonistki pokazując jej coś na mojej karcie.
- Co mi jest?! - spytałem już zupełnie przerażony.
- Proszę się nie obawiać, wszystko w porządku. Proszę się położyć - odpowiedział. W tym czasie recepcjonistka przeprosiła pana doktora za zamieszanie, którego nie rozumiałem i wyszła z gabinetu.
Doktor, badając mnie wyjaśnił na czym polega ewenement, o którym wspominał.
- W ogóle nie wygląda pan na te 63 lata. Przez przypadek pani z recepcji wydała kartę osoby o takim samym imieniu i nazwisku. Widocznie bardzo się spieszyła. Jeśli zaś chodzi o ból brzucha, proszę pić ten lek dwa razy dziennie po dwie łyżeczki. Powinno przejść jutro, ale proszę go zażywać jeszcze do końca tygodnia - powiedział lekarz kończąc badanie i wypisując receptę. A mnie w tym czasie kamień spadł z serca. Co za szczęście, że nic mi nie jest, już naprawdę myślałem o czymś bardzo nieprzyjemnym. W tym momencie nawet brzuch jakby mniej już bolał...

Z perspektywy czasu myślę, że to całkiem śmieszna historia, chociaż mnie nie było do śmiechu, gdy się dowiedziałem, że jestem ewenementem... Jak widać ten lekarz miał poczucie humoru reagując na pomyłkę recepcjonistki właśnie w taki sposób. Wydaje mi się nawet, że inni lekarze mogliby zareagować dość ostro na pomyłkę pani z recepcji, która spieszyła się, żebym mógł szybko dostać się do gabinetu.

Artykuł został napisany w ramach konkursu organizowanego przez Redakcję Wiadomości24.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!