Do zawału doszło w nowo drążonym chodniku na poziomie 1200 metrów pod ziemią Do zawału doszło w nowo drążonym chodniku na poziomie 1200 metrów pod ziemią

Do zawału doszło w nowo drążonym chodniku na poziomie 1200 metrów pod ziemią. (© Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach)

Jeden górnik zabity, trzech rannych, w tym jeden ciężko. To tragiczny bilans zawału w jednym z chodników, do jakiego wczorajszej nocy doszło w kopalni Rydułtowy-Anna na Ruchu „Rydułtowy”. Wstrząs miał siłę 2-2,5 stopnia w skali Richtera.

Przez blisko dziewięć godzin wczorajszej nocy ratownicy górniczy toczyli walkę o życie kolegi zasypanego w zawale. Niestety, przegrali. Kiedy dzisiaj przed godz. 8.00 dotarli do zasypanego górnika, okazało się, że mężczyzna nie żyje. Górnik miał 46 lat. W kopalni pracował od 10 lat. Był przodowym, zostawił żonę i osierocił troje dzieci.

Kopalnią Rydułtowy-Anna w Rydułtowach zatrzęsło wczoraj (21 października) kilka minut przed godz. 22.30. Okazało się, że doszło do zawału w drążonym chodniku na poziomie 1200 metrów pod ziemią. Chodnik zawalił się na długości około 30 metrów od czoła przodka. W tym czasie, w strefie zawału, na nocnej zmianie pracowało 8 górników. Czterem udało się uciec, pozostałą czwórkę przysypało rumowisko kamieni, węgla oraz metalu.

Na pomoc zasypanym natychmiast wysłano 5 zastępów ratowników górniczych z kopalni i Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego. Akcja ratownicza była prowadzona w bardzo trudnych warunkach. Przekopanie się tunelem do zasypanych zajęło ratownikom kilka godzin. Musieli „iść” ostrożnie, wykorzystując szczeliny i załomy zawalonego chodnika, a po drodze rozcinać pogięte elementy metalu ze zniszczonych maszyn i obudów ścianowych. W każdej chwili rumowisko mogło się na nich zawalić. Ostatniego żywego górnika wydostali z rumowiska przed godz. 6 rano (pierwszego wydobyto przed godz. 3). Mężczyzna został bardzo poważnie ranny. Z licznymi złamaniami czaszki, kręgosłupa oraz miednicy został przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Rybniku Orzepowicach. Jest w stabilnym stanie i jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Dwaj górnicy, których wydobyto wcześniej, trafili do szpitala w Rydułtowach. Mają lżejsze obrażenia.

Jak powiedział nam Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej, do której należy kopalnia Rydułtowy-Anna, ostatniego z zasypanych ratownicy odnaleźli po kolejnych kilku godzinach. Niestety, kiedy przebito się do niego dzisiaj przed godz. 8, już nie żył. Zginął w miejscu, gdzie zastał go zawał. - Z tym górnikiem nie było kontaktu od początku akcji - mówi Zbigniew Madej. Jak dodaje, do poszukiwań górnika wykorzystano specjalne kamery, sygnały radiowe oraz psa wyszkolonego w poszukiwania zasypanych ludzi.

Wyjaśnianiem przyczyn wypadku zajął się Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku pod nadzorem Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach. Na miejscu rozpoczęła prace komisja ekspertów z OUG, WUG, kopalni oraz PIP. Z chwilą, kiedy będzie to możliwe specjaliści zjadą na dół kopalni na wizję lokalną. Strefa, w której pracowali górnicy, była szczególnie zagrożona tąpnięciami. Wstępnie ustalono już jednak, że żadne procedury nie zostały złamane, bo w chwili zawału w chodniku przebywało tylu pracowników, ilu powinno. Tąpnięcie zrujnowało chodnik i naruszyło stabilność wyrobiska, więc dyrektor rybnickiego OUG zamknął cały rejon wypadku, nakazując wstrzymanie tam wszelkich prac.

Górnik, który zginął w Rydułtowach, to już w tym roku 18. śmiertelna ofiara w całym polskim górnictwie, 12. w kopalniach węgla kamiennego i 3. w kopalni Rydułtowy-Anna.

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!