Spory sądowe toczyły się między nimi ponad trzy lata. Były minister Janusz Kaczmarek wytoczył prezesowi Kaczyńskiemu dwa procesy – cywilny i karny. Nagle doszło do ugody. Dlaczego?

Miało być ciekawie, barwnie, wprost rewelacyjnie i gorąco, przynajmniej pod względem politycznym, gdy przed sądem warszawskim zapowiedziano werdykt w sprawie: Janusz Kaczmarek kontra Jarosław Kaczyński. Szum medialny podniósł się na dobre, aż tu nagle konsternacja: ugoda Kaczmarka z Kaczyńskim. To rzadkość w zwyczajach prezesa. Dotąd, choć prezes wszystkie procesy sądowe przegrywał, był uparty do końca. Nawet przegrane wyroki komentował groźbami rzucanymi w sędziów i sądy oraz prokuratury i prokuratorów, którym obiecywał surową rozprawę, gdy tylko dojdzie do władzy.

Czyżby sędzia Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy, prowadzący rozprawę w miniony poniedziałek, gdy Janusz Kaczmarek za zamkniętymi drzwiami składał zeznania jako oskarżyciel prywatny w procesie karnym, przeciwko Kaczyńskiemu, zwrócił się do niego o dogadanie się gdzieś w kawiarni czy choćby na korytarzu biura partii PiS, w sprawie ugody? Bo drżał przed groźbami prezesa, niedoszłego zwycięscy, w ewentualnych wyborach prezydenckich za kilka lat?

Nikt tego nie wie. Podobnie jak mgłą tajemnicy okryto treść ugody i ewentualne (chyba jednak niewątpliwe) złożone obiecanki prezesa Kaczyńskiego oskarżycielowi Kaczmarkowi. Przecież nie zapadła ugoda, ot tak sobie, z niczego i bez żadnych zobowiązań.

Jedno wszakże jest pewne. Po tym, jak Janusz Kaczmarek został w ocenie prezesa Kaczyńskiego, nazwany w 2008 roku "agentem śpiochem", były szef MSWiA, Janusz Kaczmarek w jego rządzie, wytoczył byłemu premierowi Kaczyńskiemu dwa procesy - karny i cywilny. Były minister z przydomkiem "agenta śpiocha", miał podane na tacy argumenty głośnego "pomawiacza" prezesa, bowiem prezes Kaczyński, nie będąc już premierem, szeroko uargumentował pomówienie.

Publicznie powiedział o byłym ministrze, że to był po prostu człowiek drugiej strony, jak to niektórzy nazywają - taki "śpioch" – cytujehttp://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/382032,sprawa-agenta-spiocha-kaczmarek-poszedl-na-ugode-z-kaczynskim.htmldziennik.pl. "Ktoś przez wiele lat nie wypełniał swojej funkcji, potem dostaje sygnał i zaczyna pracować jako agent". "Otóż, on rzeczywiście bardzo zręcznie się wkupił w łaski naszego środowiska, parę rzeczywistych spraw załatwił, bo to bardzo sprawny i inteligentny człowiek, a następnie zaczął różnych układów bronić i dzięki temu różne śledztwa nagle się okazywały niemożliwe, choćby to paliwowe" - grzmiał przed mikrofonami Jarosław Kaczyński.

Sprawa (sprawy) ciągnęła się trzy lata. Trafiała raz do Sądu Rejonowego w Warszawie, innym razem do Sądu Apelacyjnego lub Okręgowego i wracała ponownie do Rejonowego. Któregoś razu Jarosław Kaczyński, na wniosek sądu, miał być nawet badany przez psychiatrów. Perypetii przyrastało, spory sądowe dawały dziennikarzom "paliwa" medialnego do pisania i komentowania, ludziska mieli powody do żartów i śmiechów na ten temat, a prezes gotował się wewnętrznie i drżał przed kolejnym dramatycznym procesem. Być może na myśl o niekorzystnym wyroku sądu, podjął tym razem decyzję o rzuceniu koła ratunkowego w sprawie ugody. Rzucił, trafił i udało się.

Zwrócony na czas procesu immunitet poselski znów wróci mu do łask. I prezes – szast prast – powie to, co miał rzec wcześniej, byłemu swemu europosłowi. Powie spokojnie i swojemu kolejnemu dziś wrogowi, Ziobrze, co zabrzmi całkiem źle, iż namyślił się jednak i będzie kandydatem na prezydenta RP. A minister europoseł Ziobro zblednie, uśmiechnie się cynicznie i do kamer wystrzeli z automatu w tonie niewiniątka "maminsynka" (opinia prof. Staniszkis): w imieniu polskiej prawdziwej prawicy, będę jej najlepszym reprezentantem, ja tu bowiem od dawna marzyłem kandydować na najwyższy fotel urzędu państwa i niech prezes nie robi dramatu. Tak, więc prawdziwa polska prawica będzie mieć dwa "kandydaty" i dwa różne polityczne światy (kwiaty).

Tak więc wobec powstałej ugody Janusz Kaczmarek niebawem wycofa z sądów obie sprawy – cywilną i karną, a prezes PiS rozpocznie na poważnie kampanię prezydencką. Janusz Kaczmarek będzie jeszcze oczekiwał na ostateczny wyrok sądowy w sprawie odszkodowania od państwa 5 milionów złotych za całą sprawę: aresztowania go w 2007 roku, naruszenia dóbr osobistych, pomówień i publicznych oskarżeń wygłaszanych w mediach przez ówczesnego premiera. Warto nadmienić, że jeszcze w 2007 roku sąd uznał zatrzymanie Janusza Kaczmarka za bezpodstawne, a ostatnio sąd przyznał mu za to od skarbu państwa 20 tys. zł zadośćuczynienia (przypomnijmy - chciał 100 tys. zł).

Stanisław Cybruch

Rozpoczął się konkurs Dziennikarz obywatelski 2011 Roku. Zgłoś swój materiał! Zostań najlepszym dziennikarzem 2011 roku. Wygraj jedną z ośmiu zagranicznych wycieczek.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!