Kot bytujący na jednej z łódzkich działek Kot bytujący na jednej z łódzkich działek

Kot bytujący na jednej z łódzkich działek. (© Ewa Łazowska, zdjęcie wykonane komórką.)

Uchwalony kilka lat temu przez łódzką radę miejską program opieki nad zwierzętami bezdomnymi nałożył na urzędników łódzkiego magistratu obowiązek, z którego urzędnicy muszą się wywiązywać. Na ogół realizacja programu ograniczała się do przeznaczania z budżetu miasta określonych kwot na bezpłatną sterylizację wolno bytujących kotów oraz przydzielania Łódzkiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami środków na zakup karmy. Teraz ma być inaczej, ale czy lepiej?

Łódzkie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami dystrybutorem magistrackiej karmy dla kotów

W dni wydawania karmy dla bezdomniaków siedziba Łódzkiego TOZ-u pęka w szwach. Z całej Łodzi zjeżdżają się wtedy karmicielki, by odebrać "swoje" przydziały karmy dla "swoich" kotów. Karmicielek, które regularnie pojawiają się w biurze TOZ-u jest ponad 300. Każda z nich otrzymuje po 2 kg karmy, choć jest to kropla w morzu potrzeb - szczególnie zimą.

Opisana wyżej sytuacja właściwie należy już do przeszłości, bowiem Wydział Ochrony Środowiska UM Łodzi wpadł ostatnio na nowy pomysł. Karmicielki będą odbierać karmę nie w siedzibie Łódzkiego TOZ-u, ale w wytypowanych sklepach zoologicznych. Oczywiście przedtem muszą zarejestrować się w tymże Wydziale Ochrony Środowiska i pobrać stosowne upoważnienia, uprawniające karmicielki do odbioru karmy ze sklepów.

Trzeba policzyć koty

Właściwie tak na dobrą sprawę nikt nie wie ile w Łodzi może żyć bezdomnych kotów (wiadomo natomiast, że w tym mieście bytuje około 3,5 mln szczurów). Dane liczbowe są jednak Wydziałowi Ochrony Środowiska najprawdopodobniej
potrzebne po to, by szacunkowo obliczyć ile trzeba zakupić kocich "brykietów" w celu zrealizowania rzeczonego programu. Na razie Urząd Miasta przeznaczył na zakup karmy ze swojego budżetu... 4.900 złotych. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Metoda na ustalenie kocich potrzeb jest prosta jak obręcz od beczki po kiszonych ogórkach i o tym poniżej.

Jak się dowiedziałam z dobrze poinformowanych źródeł, Wydział Ochrony Środowiska zwrócił się do Zarządu Łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z prośbą o przesłanie następujących danych:

1. populacja kotów wolno żyjących, wymagających dokarmiania,
2. obszar bytowania kotów w postaci adresu posesji z podaniem nazwy ulicy i numeru posesji lub numeru działki ewidencyjnej gruntu wraz z podaniem numeru obrębu geodezyjnego,(np. działka nr 254/4 w obrębie W-25), bądź określenie obszaru poprzez wskazanie kwartału ulic z nazwami ulic,
3. liczba kotów przebywających w obrębie określonym w p. 1
4. liczba opiekunów kotów zajmujących się wykładaniem karmy w obrębie,
5.
liczba miejsc wykładania karmy dla kotów.

I tym sposobem, oczywiście po otrzymaniu stosownych danych, Urząd Miasta Łodzi za jednym zamachem załatwi kilka spraw.
Po pierwsze - dowie się ile kotów bezdomnych ma na swoim utrzymaniu. Po drugie - dowie się, gdzie koty bytują i gdzie ich jest najwięcej. Po trzecie - będzie posiadał informacje, ile w Łodzi jest społecznych opiekunek kotów i ile kocich bezdomniaków przypada na jedną opiekunkę, czyli karmicielkę.

Okaże się "w praniu"

Pomysł policzenia łódzkich kotów (także ich karmicielek) - zasługuje, moim zdaniem, na nagrodę ministra ochrony środowiska. Jednak mam dziwne odczucie, że z realizacją tego zamysłu mogą być spore problemy. I to z jednego, prostego powodu. Koty mają to do siebie, że na ogół nie przywiązują się do jednego miejsca. Ale skąd mają o tym wiedzieć urzędnicy z łódzkiego magistratu?

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!