Należy życzyć ludziom dobrej woli, żeby przedświąteczne harce handlowców i polityków nie zagłuszyły całkiem głosu płynącego z Betlejem w tę szczególną noc.

Święta Bożego Narodzenia stały się w erze wybujałego konsumpcjonizmu najważniejszym bodaj chwytem marketingowym. Od pewnego czasu zatraciły rangę długo i niecierpliwie oczekiwanego, tajemniczego i uroczystego przeżycia duchowego, na rzecz wydłużonego do ponad miesiąca cyklu intensywnej kampanii reklamowej. Zostały wykorzystane, jako motyw przewodni akcji handlowej, prowadzonej w formie zmasowanego ataku na kieszeń podekscytowanych, sztucznie wzbudzoną, świąteczną atmosferą klientów.

W pełnej entuzjazmu inwazji konsumentów na kuszące świątecznym wystrojem handlowe świątynie przejawia się mania nabywania, skwapliwie podsuwanych przez speców od namolnego marketingu bożonarodzeniowych prezentów. Promocyjno-reklamowy blichtr potęguje złudne wrażenie, że handlowcy pragną nas bezinteresownie uszczęśliwić wysyłając miedzy ludzi tysiące świętych Mikołajów z prawie darmowymi prezentami. Niestety, życie boleśnie nas poucza, że nie ma nic za darmo a za rzekome prezenty trzeba słono zapłacić.

Wśród rozdających lekką ręką zafałszowane, świąteczne upominki jak zawsze nie brakuje polityków. Dodatkową okazję wzmacniającą marketingową aktywność liderów zabiegających o przychylność wyborców była w tym roku okrągła, trzydziesta rocznica ogłoszenia stanu wojennego. To bolesne dla narodu wydarzenie nie od dziś budzi wśród Polaków kontrowersje i skrajnie odmienne odczucia. Dla jednych był to zamach przeciw dążeniom społeczeństwa do wolności, dla innych ratunek przed nieuchronnym rozlewem krwi.

Skłócone na amen formacje postsolidarnościowe nie omieszkały, każda na swój sposób wykorzystać okrągłą rocznicę do podniesienia sobie słupków sondażowych. Licytowały się przy tym w potępianiu autorów rzekomo bezprawnie wprowadzonego stanu wojennego i wykonawców akcji represyjnych wymierzonych trzydzieści lat temu, w strajkujących robotników, inspirowanych przez tak zwaną demokratyczną opozycję. Nic tak nie podnosi samopoczucia partyjnych liderów jak zdyskredytowanie politycznych przeciwników.

Premier potępiając peerelowskich generałów, jako sprawców represji wobec narodu mówił wzniośle o braku wybaczenia dla łajdactwa, którego doświadczyło wtedy z ich winy społeczeństwo polskie. Słuchającym tej retoryki nasuwa się jednak nieodparte wrażenie, że służy ona do odwrócenia uwagi od aktualnych problemów państwa polskiego i płynących z nich zagrożeń. Chodzi szczególnie o wyparcie ze społecznej pamięci informacji o porażającym swoją wielkością długu publicznym i nie mniej groźnym zadłużeniu obywateli.

Może, więc lepiej zostawić te łajdactwa wrednej komuny licznym zastępom historyków Instytutu Pamięci Narodowej. Trzydzieści lat to wystarczający szmat czasu, żeby ukoić ból pokrzywdzonych przez tamtą władzę ludzi. Wydaje się, że dziś należy raczej pochylić się nad krzywdą wyrządzaną ludziom każdego dnia przez aktualną władzę i zadać sobie pytanie czy można odpuścić grzechy animatorom przemian ustrojowych odpowiedzialnym za wykluczenie i zepchnięcie na margines społeczny setek tysięcy obywateli?

Czyż nie jest łajdactwem, gdy niegdysiejsi obrońcy klasy robotniczej oskarżający komunistycznych prominentów o korzystanie z nienależnych, choć tak naprawdę dość skromnych przywilejów sami pławią się dziś w luksusie a ich podopieczni dawno już zostali wyrzuceni na bruk. Nie rzadko też zasilili armię zdemoralizowanych alkoholików spędzających czas przed sklepami w oczekiwaniu na litościwych fundatorów, lub zwielokrotnili klientelę jadłodajni brata Alberta oraz cuchnących noclegowni.

Czyż nie jest łajdactwem doprowadzenie do ogromnej przepaści w dochodach między prowadzącymi próżniacze życie spekulantami a ludźmi utrzymującymi się z pracy własnych rąk? Jak to jest, że bogacze beztrosko wydają po 3000 złotych na dobowy pobyt w hotelu, czyli kwotę stanowiącą równowartość dwóch miesięcy pracy robotnika, za którą musi utrzymać całą, często liczną rodzinę? Jak nazwać rozdawanie jałmużny ludziom, których wcześniej ograbiło się z rezultatów ich ciężkiej pracy?

Niewiele konkretów ma też do zaoferowania opozycja parlamentarna. Szuka społecznego poparcia w dalekiej przeszłości wyprowadzając swoich zwolenników na ulice pod pretekstem uczczenia ofiar stanu wojennego, Nic nie ujmując ich pamięci mieszczą się oni w tym samym panteonie narodowym, co ofiary zamachu majowego, strajków chłopskich i więźniów twierdzy brzeskiej. Śmierć i cierpienie zadane przez władzę sprawiają taki sam ból, niezależnie od tego, jaka opcja polityczna się tego dopuściła.

Wydaje się, że politycy korzystają właśnie z przedświątecznego tumultu i wrzawy i bijąc w populistyczny bębenek starają się, co sił odwrócić uwagę obywateli od prawdziwych problemów, których im przysporzyli swoją niewiedzą i arogancją i chciwością a których rozwiązać niestety nie potrafią, a może wcale nie chcą. Pozostaje, więc życzyć ludziom dobrej woli, żeby harce handlowców i polityków nie zagłuszyły im całkiem przesłania płynącego z Betlejem w tę szczególną, cichą noc.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!