"Amoroso", czyli wieczór piosenki włoskiej w Teatrze Ateneum

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Od lewej:
Od lewej: Bartek Warzecha, Teatr Ateneum
"Amoroso" to spektakl muzyczny według scenariusza i w reżyserii Artura Barcisia, który także występuje w swojej sztuce. Czy poradził sobie w tych trzech rolach?

Spektakl "Amoroso" w reżyserii Artura Barcisia to niezwykła historia pewnej nieszczęśliwej miłości, która zostaje opowiedziana za pomocą włoskich szlagierów z lat 60. i 70. Przedstawiony jest w niej włoski styl, szyk oraz namiętność.

Sztuka rozpoczyna się od rozstania Gigi (w tej roli Stefano Tarazzino) ze swoją dziewczyną (w tej roli Paulina Gałązka), którą opuszcza, by poszukać przygody w innym świecie. Przed wyjazdem do Ameryki śpiewa ukochanej "Tornero": ...nasz romans, który w oczach mam, tornero, czas życiu spłacić dług, tęsknocie wyjść przed próg. Zbyt dobrze było razem nam, by mogło dłużej trwać. Kobieta zalewa się łzami, wie, że mogą się już więcej nie zobaczyć. Podczas gdy on przebywa za granicą, ona poznaje trzech mężczyzn, którzy się o nią starają - z różnym skutkiem. Jednak dziewczyna cały czas myśli o swoim ukochanym. W dodatku co jakiś czas w jej życiu pojawia się postać tajemniczego mężczyzny. Można tylko snuć domysły kim może być dla dziewczyny - jej ojcem, kochankiem czy aniołem stróżem. Jak się zakończy ta historia, tego nie zdradzę, trzeba to zobaczyć.

W spektaklu, oprócz "Tornero", usłyszeć można inne znane piosenki: "Che sera", "Noi Duri", "Mambo Italiano", "Tango Italiano", "Volare, cantare", "Byłaś taka mała", "Proszę cię Teresa", "Quando, quando" "Nie płacz kiedy odjadę", "Caruso", "Miłość w Portofino", "Gigi Amoroso", "L'Italiano (Lasciatemi cantare)". Głównie są to piosenki Freda Buscaglione, nazywanego gangsterem włoskiej piosenki, ale są także innych wykonawców - m.in. Toto Cotugno czy Dalidy. Warto przy okazji wspomnieć o tym, że muzyka na żywo. Niestety nie widać zespołu pod kierunkiem Wojciecha Borkowskiego, który jest ukryty za kulisami. Można go zobaczyć dopiero na koniec spektaklu.

Dużym walorem sztuki jest to, że większość piosenek została przetłumaczona przez Wojciecha Młynarskiego, którego przekłady są genialne (miałam okazję przekonać się o tym podczas spektaklu Teatru Komedia "Być jak Frank Sinatra"). Pozostałe utwory przełożył na polski Marcin Sosnowski, który także bardzo dobrze sobie poradził. Dzięki tłumaczeniom nadana jest im nowa barwa, wydźwięk, interpretacja. Tak jak w przypadku "Proszę cię Teresa", w której żona chce zabić męża, strzelając do niego z pistoletu, a nie pędząc samochodem z zawrotną prędkością. A to dlatego, by dopasować tekst do poprzedniej piosenki "Byłaś taka mała" – Rzuć pistolet – oszalałaś. Przecież jesteś taka mała.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to wszyscy artyści świetnie się spisali. Piosenki budziły emocje, smutek, żal czy wywoływały śmiech. Moim zdaniem wszystkie wykonania były niezwykłe, może poza tymi śpiewanymi przez Stefano Tarazzino po polsku (zdecydowanie lepiej by wypadł, gdyby śpiewał po włosku, z uwagi na silny akcent). Jednakże jego wykonanie "Italiano vero" po włosku było bez zarzutu. Nie można zapominać także o cudownym tangu, które zatańczył z Pauliną Biernat, która odpowiadała także za choreografię spektaklu.

Największe brawa należą się jednak Krzysztofowi Gosztyle za utwór "Caruso" w wersji polsko-włoskiej. Było lirycznie i dramatycznie. Moim ulubionym wykonaniem tej piosenki było to Florenta Pagny, ale to też łapie za serce. To istne arcydzieło wśród innych utworów ze spektaklu. Świadczą o tym owacje na stojąco.

Nie można zapomnieć także o debiutującej na profesjonalnej scenie Paulinie Gałązce, która wypadła naprawdę dobrze. Potrafiła zagrać bezwzględną morderczynię swojego męża oraz usychającą z tęsknoty dziewczynę. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwa utwory w jej wykonaniu - "Miłość w Portofino" oraz "Gigi Amoroso".

Z zabawnych akcentów zapamiętałam dwa utwory "Cuando" wykonane przez Bartłomieja Nowosielskiego. Jest tak uroczy gdy śpiewa Powiedz, kiedy będziesz mą. Powiedz kiedy, kiedy, kiedy? Miłość twoje imię ma. Nie każ dłużej czekać mi. Zważywszy na to, że raczej nie jest w typie dziewczyny, którą nieporadnie uwodzi. On jest postawny, miśkowaty i niezbyt przystojny, ona drobna i bardzo atrakcyjna. Kolejną piosenką jest "Noi Duri" po polsku w zabawnego wykonaniu tria - Bartłomieja Nowosielskiego, Artura Barcisia oraz Wojciecha Brzezińskiego. Starają się być groźni i poważni, a budzą śmiech.

Jednak to nie tylko piosenki wprowadzają widza w włoskie klimaty, sprawia to także scenografia Marcina Stajewskiego. Stolik jak we włoskiej kawiarence, ekran z projekcją festiwalu z San Remo, na którym widać gwiazdy włoskiej sceny - wszystko to sprawia, że jest to bardziej wiarygodne. Równie ważne są kostiumy - m.in. czarne garnitury, ciemne okulary niczym u włoskich mafiosów.

Spektakl jest naprawdę dopracowany, dzięki niemu można poczuć się jak we Włoszech i wsłuchać w piękne melodie. Artur Barciś mimo że miał trudne zadanie, to świetnie sobie poradził. Jego sztukę polecam każdemu, szczególnie miłośnikom Italii, włoskiej piosenki oraz spektakli muzycznych.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie