Historia Jima Morrisona, czyli "Jeździec burzy" w Teatrze Rampa

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Marcin Rychcik (Jim Morrison)
Marcin Rychcik (Jim Morrison) Kinga Taukert, Teatr Rampa
"Jeźdźcy burzy śpią. Tam, gdzie ich zrodził sztorm. Tam, gdzie ich wieczny dom. Jak obumarły dąb, jak zatopiony prom. Jeźdźcy burzy śpią. To morderca wszedł na szlak" - śpiewa Marcin Rychcik, grający od 15 lat Jima Morrisona z The Doors.

"Jeździec burzy" w adaptacji i reżyserii Arkadiusza Jakubika to rockowy musical o liderze zespołu The Doors - Jimie Morrisonie (Marcin Rychcik). Spektakl opowiada nie tylko o jego karierze, lecz także burzliwym życiu. Morrison był nie tylko charyzmatycznym wokalistą i wrażliwym poetą, lecz także człowiekiem, który nie radził sobie ze swoimi nałogami - alkoholowym i narkotykowym.

Sztuka pokazuje kilka lat z jego życia - od czasu studiów na Wydziale Filmowym Uniwersytetu Kalifornijskiego, na którym poznał Raya Manzarka i stworzył z nim zespół, poprzez pierwsze koncerty grupy The Doors, drogę na sam szczyt, aż do przedwczesną śmierć, spowodowaną przedawkowaniem narkotyków. Ważne miejsce w jego życiu ogrywała Pamela, którą nazywał "kosmiczną przyjaciółką".

"Jeździec burzy" to niezwykła opowieść o samotności artysty, którego wykreowano na symbol seksu, przez co przestano dostrzegać jego poetycką wrażliwość. Jego pasja i bunt wobec rzeczywistości stały się legendarne. Nic więc dziwnego, że albumy grupy The Doors nadal cieszą się popularnością w Anglii, Ameryce i Polsce.

Marcin Rychcik był niezrównany w roli Jima Morrisona, ale czemu się dziwić, skoro od 15 lat wciela się w tego legendarnego wokalistę. Można powiedzieć, że wrósł już w tę rolę. Po prostu był nim na scenie - pod względem, zachowania, scenicznego luzu, sposobu śpiewania. Jeśli chodzi o śpiew, to był dopracowany do perfekcji. Nic w tym dziwnego, bowiem Rychcik jest muzykiem, który lubi rockowe klimaty.

Świetna była także Dominika Łakomska, która grała Pamelę, ukochaną Jima. Szczególnie przekonująca była w scenach po zażyciu narkotyków. Bardzo podobali mi się także Marek Frąckowiak, który wcielił się w policjanta pilnującego porządku na koncertach oraz Konrad Marszałek, który zagrał Raya Manzarka, przyjaciela Jima.

Dużym walorem spektaklu jest to, że sceny z życia Jima Morrisona przeplatane są wspaniałymi koncertowymi wykonaniami największych przebojów zespołu The Doors śpiewanymi po polsku przez Marcina Rychcika. Ich tłumaczeniami zajęli się: Krzysztof Jaryczewski, Roman Kołakowski, Jędrzej Polak, Grzegorz Walczak i Marek Zgaiński. Trzeba przyznać, że wyszło im to całkiem dobrze, nic nie straciły ze swej drapieżności. Kilka z nich szczególnie zapadło mi w pamięć.

Pierwszą utworem byli "Riders on The Storm" - Jeźdźcy burzy śpią. Jeźdźcy burzy śpią. Tam, gdzie ich zrodził sztorm. Tam, gdzie ich wieczny dom. (…) Mała, mocno kochaj mnie. Mała, mocno kochaj mnie. I rękę moją weź. Spraw, bym pojął, że świat w twych ramionach legł. Nasz wieczny życia bieg. Mocno kochaj mnie.
Drugą była piosenka "Cristal Ship" - Nim cię pochłonie wir. Twych własnych snów. Przyjdź, całuj mnie, bo szkoda słów. Rozkoszy dotyk, błysk i znak na ustach twych ostatni raz. Te jasne dni wypełnia ból, więc otul mnie jak z deszczu tiul. Nim porwie cię stąd dziki pęd. Spotkamy się, spotkamy się.[/i]

Trzecią piosenka było "Light my Fire" - Ty wiesz, że byłbym kłamcą, gdy powiedziałbym, że prawdą jest, że nie można dalej iść, że się wyżej nie da wznieść. Chodź tu rozpal we mnie ogień. Chodź tu rozpal we mnie ogień. Niech zapłonie noc jak ogień.

Kolejną była piosenka "Break on Through" - Nie jesteśmy wolni, dlatego nie możemy przejść do Raju, musimy przebić się. Ty wiesz, że dzień rozmywa noc. Noc pożera dzień. Chciałaś biec, ukryć się. Przebić się aż na drugi brzeg. Przebić się aż na drugi brzeg.

Bardzo podobały mi się także układy choreograficzne, za które odpowiadał Jarosław Staniek. Szczególnie widowiskowe były: taniec cieni, które były halucynacjami Jima oraz układ do piosenki "Nieznany żołnierz".

Warto wspomnieć także o pomysłowej scenografii - na środku scena koncertowa, po bokach pokój Jima i garderoba oraz kostiumach - ubrania stylizowane na lata 60., które znakomicie oddały klimat spektaklu. Podobały mi się także filmowe wstawki Wojciecha Smarzowskiego.

"Jeździec burzy" pokazuje wzloty i upadki jednego z najsłynniejszych rockowych wokalistów. To opowieść o czasach hippisowskich, alkoholu, narkotykach i wolnej miłości oraz protest przeciwko wojnie. Życiorys Jima wymagał wprowadzenia śmiałych scen, dlatego polecam ten spektakl osobom, które ukończyły 15 lat.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie