Jeżeli poczujesz się na tyle źle, że będziesz musiał wezwać pogotowie, przygotuj się do rozmowy z dyspozytorem i wykaż się zdolnościami aktorskimi. Sap, stękaj i bełkocz, możesz wspomnieć też coś oberwaniu rąk i nóg. Karetka może przyjedzie...

Godzina 21 wieczorem, dwie godziny temu moja wspólniczka zaczyna skarżyć się na silne bóle w okolicy mięśni międzyżebrowych, ból promieniuje na tył pleców i dochodzi do kości łopatkowych. Ból staje się coraz bardziej natarczywy, nie pomagają podstawowe środki przeciwbólowe. Zaczynają się spekulacje dotyczące przyczyny niedomagania przechodzące w spekulacje. Oboje wykluczamy winę żołądka i woreczka żółciowego, gdyż ten został usunięty 20 lat temu. W grę może wchodzić także przewianie, ale i to wydaje nam się mało prawdopodobne.

Tymczasem objawy nie ustępują, lekarstwa nie działają, a próba snu kończy się fiaskiem.
Zarówno u Haliny jak i u mnie zaczyna pojawiać się panika. W pewnym momencie zaczynam podejrzewać że to może być zawał, albo stan przedzawałowy. Stanowczo namawiam Halinę żeby zadzwoniła na pogotowie, oczywiście bagatelizuje sprawę i odmawia.

Jestem jednak nieustępliwy, ponawiam próbę przekonania jej do zmiany decyzji. Zawieramy kompromis - Halina dzwoni do lekarza prywatnego, ale po usłyszeniu ceny za wizytę, odkłada słuchawkę. Takich telefonów wykonuje jeszcze cztery, i za każdym razem cena okazuje się jeszcze wyższa. Na nic zdają się moje zapewnienia o pokryciu kosztów. Moja najlepsza pracownica, moja prawa ręka - jest nieugięta.

W końcu w ostatnim akcie desperacji, grożę jej, że siłą zaciągnę ją do samochodu i zawiozę na pogotowie. Halina ustępuję i sama dzwoni, tym razem do państwowej służby zdrowia. Podczas rozmowy z dyspozytorką opisuje dolegliwości i prosi o przyjazd karetki pogotowia. Dyspozytorka w żadnym wypadku nie jest skora do wysłania ambulansu i zaleca zażycie dwóch tabletek przeciwbólowych. Zdenerwowany, niemal wydzieram słuchawkę z rąk Haliny i "objeżdżam" dyspozytorkę z góry na dół, nie przebierając w słowach. Uzyskuję zapewnienie, że jeśli ból nie minie w ciągu 20 minut, zostanie wysłana karetka.

Na szczęście ból łagodnieje, jak twierdzi Halina, ale jakoś mało mnie to przekonuje. Odwożę ją do domu i składam obietnicę całonocnego czuwania na wszelki wypadek. Jest parę minut po 22, zapewne nim zasnę snem zająca, będę rozważał temat państwowej służby zdrowia, ze szczególnym naciskiem na warunki otrzymania od niej pomocy w postaci przyjazdu karetki pogotowia, a dominujące w tym rozważaniu sceny, kiedy to trzeba będzie sobie odrąbać rękę czy nogę będzie wystarczającym powodem jej wezwania i przemyślenia te, tym razem, nie będą utrzymane w konwencji żartu, niestety.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!