Zakaz palenia papierosów w miejscach publicznych to zamach na wolność czy prawo niepalących do życia w środowisku wolnym od dymu nikotynowego?

Wtrącę moje trzy grosze w dyskusję, bo dotyczy mnie bezpośrednio. Jako 16-letnia dziewczyna zaczęłam moją przygodę z nikotyną. Przez następne 16 lat "rzucić" - bez efektu. Dopiero dzięki leczeniu farmakologicznemu udało mi się pokonać nałóg skutecznie, choć co pewien czas pojawiał się "ciąg", gdy w otoczeniu pojawił się intensywnie "kopcący" palacz. Mogę jednak dumnie stwierdzić, że 2 października 1989 roku zapaliłam ostatniego papierosa i nigdy w życiu nie wzięłam do ust następnego pamiętając, ile trudu kosztowało mnie wyjście z nałogu. Mam więc za sobą 19 lat "abstynencji" nikotynowej. Przydługie wprowadzenie w osobiste doświadczenia z nikotyną, konieczne były dla wyjaśnienia mojego stanowiska wobec problemu ogólnego "trucia" osób niepalących.

Zadziwiającym jest ogromny opór sporej liczby społeczeństwa, dającej sie wciągnąć w dyskusję: zakazywać czy nie zakazywać palenia w miejscach publicznych. Zauważmy, że zakaz przyjmowania narkotyków w jakiejkolwiek postaci nie miał tylu przeciwników i nie budził tylu emocji! Dlaczego? Ponieważ skutki narkotyzowania się klienta następują nieporównanie szybciej. Za to nie szkodzą osobom postronnym. Mało przekonujące są też dla niektórych argumenty o zagrożeniach zdrowotnych jakie związane są z paleniem, mimo że dane są zatrważające. Każdy, kto bierze po raz pierwszy papierosa do ręki, bądź też ma wątpliwości w tym temacie - powinien odbyć kilkudniową praktykę na oddziale laryngologicznym, na którym z powodu raka krtani dokonuje się radykalnych zabiegów chirurgicznych. Polecam stronę o raku krtani, a szczególnie obejrzenie zdjęcia krtani wyciętej choremu na raka. Na stronie czytamy:

Rak krtani (łac. carcinoma laryngis) to najczęstszy nowotwór głowy i szyi i drugi po raku płuca nowotwór dróg oddechowych.(...)

Czynniki ryzyka (na pierwszym miejscu!):

- silny związek z nałogiem palenia tytoniu i nadużywaniem alkoholu.

Z wielu badań dowiadujemy sie, że bierni palacze są narażeni na podobne konsekwencje chorobowe co palacze czynni, tzn. największym z zagrożeń jest rak krtani!

Odnoszę wrażenie, że w obliczu silnych argumentów świadczących o szkodliwości dymu tytoniowego dla osób znajdujących się pod jego działaniem nie z własnej woli (patrz np.: miejsca pracy), palacze wytoczyli demagogiczne działo: zakaz palenia w miejscach publicznych jest zamachem na ich wolność!

To ja w ramach riposty: Jakim prawem łamiecie, palacze, moje prawo do życia w otoczeniu wolnym od szkodliwego dymu nikotynowego? Dlaczego narażacie moje zdrowie na szwank z powodu wszechobecnego dymu, którego nie tylko nie znoszę, ale który szkodzi mi ewidentnie, ponieważ po godzinie przebywania w miejscu zadymionym mam potworne drapanie gardła i chrypkę, która dokucza mi na tyle, że po kilku odchrząknięciach odczuwam ból gardła!? Dlaczego ograniczyliście moją swobodę korzystania z lokali użyteczności publicznej? Dlaczego w restauracji nie mogę spokojnie zjeść obiadu, bo właśnie przy sąsiednim stole konsument raczy się po pysznym daniu dymkiem, co powoduje u mnie reakcje odwrotne do pragnienia spożycia jakiegokolwiek posiłku?

Ustawa nie wprowadza prohibicji (choć przyznam szczerze, że podpisałabym się pod nią obiema rękoma), a jedynie zakaz palenia w miejscach, w których przebywają niepalący. Jednak z zakazem palenia papierosów w miejscach publicznych wiąże się nie tylko kwestia zdrowia innych osób. To również wymiar obciążeń finansowych, jakie ponosi niepaląca część społeczeństwa.

Ale o tej kwestii w następnych "trzech groszach"…

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!