Polsko-czeski publicysta i satyryk Gabriel Laub twierdził, że w demokracji nikt nie jest tak mało ważny, by nie mógł innemu zaszkodzić. W minionych latach minionej władzy, służby specjalne zbierały informacje, m.in. o 10. dziennikarzach. Po co?

Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości w rządzie PiS, kiedyś brylował w telewizji i straszył ludzi, teraz częściej "bryluje" w sądach niż w okienkach telewizyjnych. Aby nie brzmiało to pusto i złośliwie, wystarczy przypomnieć przykłady szarpania się po sądach z tygodnikiem "Newsweek" i jego dwoma dziennikarzami. W sierpniu 2011 roku, Zbigniew Ziobro pozwał dziennikarza "Newsweeka" Andrzeja Stankiewicza za naruszenie dóbr osobistych. Chodziło o wypowiedź dziennikarza na temat inwigilacji mediów, w latach 2005 – 2007, czyli za rządów Ziobry.

W 2010 roku "Gazeta Wyborcza" podała informację, że "ABW, CBA i policja zbierały w latach 2005-2007 dane na temat połączeń telefonicznych 10 dziennikarzy, badając billingi z okresu nawet dwóch lat. Wśród tych dziennikarzy był m.in. Stankiewicz".

Wkrótce redaktor Andrzej Stankiewicz skomentował tę informację na portalu Newsweek.pl. - prosto, łagodnie, zwyczajnie. Napisał, że "to jakiś matrix. Ziobro przygotował aferę gruntową, Ziobro doprowadził do przecieku w tej sprawie, a źródeł przecieku szukał w moim telefonie. To żałosne" – cytuje gazeta.pl.

Poruszony sprawą swoich dawnych billingów, w których grzebano bez określonego powodu, zamieścił zaproszenie: "Panie Ziobro, mam dla pana ofertę. Jeśli podniecają pana moje billingi, to chętnie je panu dam - nowsze i starsze. Niech pan dzwoni, przecież zna pan mój numer. Panie Zbyszku, pan się nie boi".

Po tych słowach Zbigniew Ziobro w nerwach nie wytrzymał. Skierował pozew przeciw dziennikarzowi. Domagał się przeprosin od dziennikarza "Newsweeka" i wpłaty 50 tys. zł na cel społeczny. Sąd szybko rozpoznał sprawę i orzekł, że dziennikarz nie złamał prawa. Ziobro przegrał z Andrzejem Stankiewiczem. Odwołał się od tej decyzji. Ale ostatnio Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił nieprawomocnie pozew Ziobry wobec redaktora Stankiewicza oraz byłego naczelnego "Newsweeka", Wojciecha Maziarskiego i wydawcy tygodnika.

Zbigniew Ziobro oskarżył ich o naruszenie dóbr osobistych. Mocą ostatniego wyroku, redaktorzy nie muszą ani przeprosić byłego ministra sprawiedliwości z PiS, ani też wpłacić 50 tys. zł na cel społeczny - jak domagał się Ziobro. Natomiast Zbigniew Ziobro musi zwrócić im 8,1 tys. zł kosztów procesu.

W uzasadnieniu decyzji sąd uznał, że redaktor Stankiewicz miał prawo do ostrej krytyki władzy, skoro "padł ofiarą jej działań", jako jeden z dziesięciu dziennikarzy rozpracowywanych przez służby specjalne w 2007 roku. Sąd przyznał, że uznaje te słowa za "realizację prawa do wolności wypowiedzi". Sąd Okręgowy uznał, że wypowiedź red. Stankiewicza wprawdzie naruszyła dobra osobiste powoda, ale jednak nie była bezprawna, a w takiej sytuacji pozew podlega oddaleniu.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Katarzyna Bojańczyk przywołała konstytucyjne "prawo do swobody wypowiedzi". Sędzia powiedziała: "Jako jeden z tych, którzy padli ofiarą działań władzy, (Stankiewicz) miał prawo do wyrażenia na bieżąco krytycznego stosunku do tych działań". Ponadto dodała, że "nawet, jeśli nie można przesądzać, że to Ziobro odpowiada za aferę gruntową, to te słowa mieszczą się w granicach wolności wypowiedzi".

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił tezę Zbigniewa Ziobry, jakoby Andrzeja Stankiewicza obowiązywała w tej wypowiedzi ustawowo wymagana od dziennikarzy "rzetelność i staranność". Sąd uznał, że Stankiewicz wypowiadał się nie jako dziennikarz, ale jako "obywatel, którego dotknęły działania władzy". Według sądu wydawca "Newsweeka" nie miał też - jak twierdził Ziobro - obowiązku uzyskania komentarza powoda, gdyż nie była to "pogłębiona analiza", ale wypowiedź "na gorąco".

Po wyroku sądu redaktor Stankiewicz powiedział, że tym razem sąd wykazał politykom, że nie mogą sami używać w debacie ostrego języka, a jednocześnie pozywać za to samo dziennikarzy. Dodał, że teraz oczekuje od Zbigniewa Ziobry przeprosin, przede wszystkim za to, że swoim pozwem usiłował wywierać nacisk na dziennikarzy, żeby nie komentowali ważnych spraw.

Natomiast Zbigniew Ziobro, zawiedziony wyrokiem zapowiedział: "Odwołam się". Odwoła się od wyroku, bo uważam go za niezrozumiały. Ma nadzieję, że będzie uchylony. A, gdyby przypadkiem utrzymał się - "oznaczałoby to, że można powiedzieć wszystko, najgorszą bzdurę" - stwierdził Ziobro.

Stanisław Cybruch

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!