reklama

Więcej marketingu w wyborach lokalnych, mniej etyki

Marcin Stanowiec
Marcin Stanowiec
Zaktualizowano 
Adrian Grycuk
Słupszczanin wybrałby nawet konia Kaligulli, jeśli ten byłby wystarczająco medialny? Kto w Polsce słyszał o kandydacie na prezydenta Słupska z Platformy Obywatelskiej? Roberta Biedronia nie trzeba nikomu przedstawiać.

Były prezes KPH to jeden z tematów ekscytujących media w zastępstwie debat jak ta o lasach państwowych, którym w nocy ze środy na czwartek koalicja PO – PSL raz z kolei chciała pomóc przez wprowadzenie do Konstytucji RP zapisu z jednej strony broniącego je przed prywatyzacją z drugiej otwierającego do niej furtkę.

Efekt ekspozycji medialnej towarzyszy często politykom, dla których minuta w telewizji oznacza śmierć albo przetrwanie polityczne. Działacz LGBT Robert Biedroń miał ich za darmo wiele. Prasa rozpisywała się o pobiciu go przez policję i o sejmowej wpadce "poniżej pasa", która tak bardzo rozbawiła Grzegorza Schetynę i Donalda Tuska - politycznych fighterów tolerancji i szacunku dla homoseksualistów – że nie potrafili opanować gromkiego śmiechu.

Czytaj więcej: Papież: rynki narzucają obce narodom prawa

- To fenomen - zachłystywał się "Der Spiegel", tytułując tekst "Rewolucja na polskiej prowincji". Gazeta "Sueddeutsche Zeitung" pisała o "niespodziance w zatwardziale katolickiej Polsce". "Die Welt" przywoływał natomiast opinię jednego z kibiców lokalnego zespołu piłkarskiego, który stwierdził, że zagłosował na Biedronia, bo jako jedyny z kandydatów "ma jaja". Cytowano opinię jednego z mieszkańców Słupska Krzysztofa Markowskiego - producenta sprzętu fitness: "Jestem homofobem, ale pragmatycznym". Biedroń niemniej pragmatyczny, jak jego ojciec duchowy, odwołujący właśnie wojnę z Kościołem, Janusz Palikot, nie zamierza zdejmować krzyży ze ścian, jak po antyklerykale można by się spodziewać i nie będzie udzielał ślubów homoseksualistom, jedynie - jak deklaruje - w głębi duszy pozwoli sobie na odrobinę zazdrości parom heteroseksualnym przybywającym na uroczystości do Ratusza. Zachowując umiar faktycznie odnajdzie się w meinstrimie polityki, bo ludzie nie wybrali go po to, żeby odstawiał szopki.

Wybory samorządowe za każdym razem wykazują mizerię obywatelskiego społeczeństwa. Sukcesy miejskie partii Donalda Tuska są okupione korupcją, nieporadnością w gospodarowaniu funduszami europejskimi, żenującą uległością wobec, już, totalitarnych rynków finansowych, za którą rachunek Platforma wystawia przyszłym pokoleniom. I to one - adolescenci wykazują, jak ich rówieśnicy z Francji i Niemiec, zadziwiającą pamiętliwość. ACTA nie uszły na sucho Tuskowi. Młodzi głosujący głównie na PiS i KNP nie pozwolili się też okpić sztuczkom pijarowców, których całą kohortę Tusk oddał w dyspozycję Ewie Kopacz, wciągając ją tym samym w cyniczną walkę na marketing, w całej rozciągłości postpolityczną i politycznie bezwstydnie fikcyjną, jak – zdaniem byłego ministra B. Sienkiewicza - fikcyjne i bezwstydne jest państwo polskie.

Czytaj więcej:Minister Sienkiewicz: "Ten kraj jest fikcją". Taśmy prawdy

Ostatnie wybory pokazują, że moralność stała się dekoracją albo dodatkiem do skuteczności przysparzającej bogactwa i wygody mieszczuchom. Ale Wadowice, Słupsk czy Kraków wyrażają też dezaprobatę dla nadreprezentacji Kościoła w polityce lokalnej i dla jego doczesnych sojuszy. Jest się czemu dziwić?

Prawica te wybory przegrała i zwyczajowo utraciła faktyczną władzę nie przyciągając niezdecydowanych. Dała się rozgromić marnym pretekstem, który zagłuszył aferę taśmową, jak nierozliczone służbowe wyjazdy kilku polityków. To media nadają znaczenie albo umniejszają takie wpadki karząc opornych albo nielojalnych – vide Sikorski. Ważniejszą porażką opozycji jest fakt, że PiS nie jest w stanie wejść w koalicję z kimkolwiek i nie przewodzi mu lider, choćby lichej miary jak Bronisław Komorowski.

Jarosław Kaczyński musi zacząć poszukiwać osobowości, która go zastąpi i odzyska zaufanie tych Polaków, którzy pamiętają jak małostkowy i niekonsekwentny, także w sprawach moralności był on sam.

Kościoła w polityce, nawet tej którą nieporadnie i odpychająco uprawia Kaczyński, zabraknąć jednak nie może, o ile jest to polityka naznaczająca jakkolwiek moralność albo sprawiedliwość społeczną.

Czytaj więcej: Obcy w ekonomii, polityce i na wojnie

Dlatego zapowiadana obecność księży biskupów na manifestacji w obronie Demokracji i Wolności Mediów 13 grudnia miałaby głęboki sens. Poziom ogólności podstawowych dla demokracji reguł i zasad obowiązujących politykę z perspektywy społecznego magisterium Kościoła daje duchownym legitymację do reprezentowania katalogu fundujących demokrację wartości. Oczywiście będą oskarżani i będą się na nich skarżyć, np. do nuncjatury, lecz sytuacja polityczna, jaka nastała, upoważnia ich do wystąpień. Wątpliwości co do legislacyjnej poprawności ostatnich wyborów są jak najbardziej uzasadnione. Władza reaguje na nie w sposób charakterystyczny dla ośrodków totalitarnych – irytacją i histerią.

Pozostawanie po stronie stygmatyzowanej przez absolutnie "rozsądne i zrównoważone" elity jest tym trudniejsze, że efekt zastanawiającej rozbieżności między sondażami, rzeczywistymi nastrojami i racjami, a wynikami głosowań był jeszcze bardziej szokujący w Szwajcarii, gdzie w tym samym czasie prawie pewne zwycięstwo parytetu złota zmieniło się w dotkliwą porażkę przeciwników drukowania pieniądza bez pokrycia.

Bez poparcia biskupów Depo, Meringa, Deca, Dydycza i Frankowskiego, którzy zasiadali przez "mgnienie" w zawiązanym Komitecie Honorowym manifestacji przynajmniej część z nas nie odnalazłaby swojego miejsca nie w wierchuszce czy jakimś innym paneuropejskim psychiatryku, ale w normalnej i akceptowalnej części europejskiej demokracji, na areopagu.

Czytaj więcej: Marsz Niepodległości. Patrioci bez masek anonymous

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3