Zdjęcie ilustracyjne Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne (© http://www.public-domain-photos.com/travel/los-angeles/los-angeles-skyline-free-stock-photo-4.htm)

Środkowoeuropejskie rynki finansowe w ostatnich miesiącach cechowały się znaczną niestabilnością, pomimo tego, że makroekonomiczne analizy nie wskazywały na nic co mogło by te zawirowania wywoływać. Trwa szukanie winnych tego zamieszania.

Niestabilność złotego jaką obserwujemy już od października ubiegłego roku, jest efektem gry jaką prowadzą wielkie banki w regionie Europy Środkowej. Do uczestniczenia w tej grze przyznał się wczoraj jeden z głównych graczy w regionie – amerykański bank Goldman Sachs. Zarówno sprzedawanie złotego jak i nawoływanie do jego sprzedaży, rzekomo podparte analizami, osłabiły walutę polską czeską i węgierską na tyle, że pozwoliło to bankowi zrealizować nawet większe zyski niż zakładano. Jednocześnie z informacji prasowej Goldman Sachs wnioskować można, że gra walutami regionu może toczyć się nadal, jednak jest już coraz bardziej ryzykowna.

Do uczestniczenia w tej grze nie przyznał się dotąd inny amerykański gigant - JP Morgan. Przypomina się jednak często jego prognozy dla polskiej gospodarki z końca ubiegłego roku i stycznia 2009 r. Były one wyjątkowo niekorzystne dla naszego kraju i spowodowały znaczny odpływ kapitału zagranicznego z Warszawskiej Giełdy a w ślad za tym, także mocne osłabienie złotego. Ponadto wciąż trwa prokuratorskie postępowanie w sprawie cudownego fixingu z 12 listopada ub. roku, który dzięki znaczącej zmianie cen akcji tuż przed zamknięciem sesji na Giełdzie Papierów Wartościowych, przyniósł JP Morganowi znaczące zyski, kosztem stabilności polskich spółek.

Przykłady działań Goldman Sachs i JP Morgan w Europie Środkowej uwydatniają trzy fakty. Po pierwsze, region ten jest wciąż mało znany zagranicznym inwestorom, którzy swoje decyzje inwestycyjnym opierają przede wszystkim na analizach wielkich banków i instytucji z nimi powiązanych. Sprawia to, że niekiedy zdarzające się „pomyłki” w oficjalnych raportach o stanie gospodarki któregoś z krajów są wstanie wstrząsnąć każdą giełdą w regionie. Po drugie, wskazuje to na słabość gospodarek w regionie, które nie są wstanie oprzeć się bezpośrednim spekulacjom ich walutami i giełdami. Po trzecie w końcu, ostatnie wydarzenia stały się doskonałym orężem w walce o jak najszybsze zastąpienie zarówno złotego jak i korony czy forinta przez euro.

Pomnażanie kapitału swoich amerykańskich czy zachodnioeuropejskich akcjonariuszy i klientów kosztem stabilności gospodarczej krajów Europy Środkowej może bardzo szybko odbić się dla nich czkawką. Banki z USA i Europy Zachodniej mają w naszym regionie wierzytelności daleko przekraczające 1 bln euro. Straty jakie ponoszą polska czy węgierska gospodarka odbiją się na regionalnych bankach, których akcjonariuszami są banki zachodnie, to zaś może znacząco uszczuplić portfele amerykańskich i zachodnioeuropejskich klientów i akcjonariuszy choćby Goldman Sachs.

Globalny, ekonomiczny układ naczyń powiązanych nie lubi gwałtownych zmian, gdyż nagła zmiana w jednym naczyniu prędzej czy później spowoduje zawirowania w drugim. Stąd polityka stabilizacyjna, do której w środowym wywiadzie dla Financial Times nawoływał Robert Zoellick, prezes Banku Światowego, wydaje się najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich uczestników globalnej gry ekonomicznej.

Portfel

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!